Gwiazdy w okularach – cz. 1

Któż nie dba bardziej drobiazgowo o swój zewnętrzny wizerunek niż osoby, które znamy ze szklanego ekranu? To one kreują modę, wpływają na nasze decyzje zakupowe, a ciągła ich obecność na bilbordach, pudelkach czy w dziesiątkach reklam, nie wspominając już o wirtualnym świecie Social Mediów, zobowiązuje do ciągłej, stylizacyjnej gotowości. Ma być high live, zajebiaszczo i z klasą. Ich stylówy mają budzić pożądanie i mieć moc sprawczą, aby o nich gadano. 
Outfit musi być przemyślany i rzecz jasna adekwatny do miejsca jego prezentacji. Oczywiście świat „los celebritos” pełen jest modowych fakapów, będących często pożywką lukratywnych magazynów wprost z kiosku Ruchu. Niemniej jednak intencją moich wpisów nie jest darcie łacha z ludzi i donoszenie gdzie, kto popełnił faux pas, a gdzie powinno być bon ton. Na łamach bloga Ghosteye i w cyklu wpisów o okularowych stylówach gwiazd (który to cykl niniejszym artykułem inauguruję), będę starał się podchodzić do tematu okularów merytorycznie i okiem stylisty. Także dla tych, którzy czyhają na hejterski, okularowy konkurs daję właśnie teraz możliwość wylogowania się z wpisu.

W oksach im do twarzy?

Tym, którzy ze mną pozostali pragnę podrzucić kilka gwiazdorskich, okularowych outfitów okraszonych moim krótkim komentarzem. Także udajcie się po małą paczkę popcornu i zasiądźcie wygodnie do poniższych fot i ich opisów. Dziś zaczyam po dżentelmeńsku, czyli od kobiet.  1. Julia Wieniawa Świetny przykład młodej, wszechstronnie utalentowanej dziewczyny, której okulary sprawiają wielki fun. Wśród modeli, które upodobała sobie Julia dominuje luksusowy oversize. Przyznam, że w takich stylizacjach wygląda świetnie. Próbowałem doszukać się na jej przykładzie jakiejś okularowej wtopy, ale marne szanse. Dlaczego? W przypadku Julii Wieniawy mamy do czynienia z owalnym kształtem twarzy, który wyśmienicie komponuje się z wieloma formami opraw. Tym z Was, którzy chcieliby doczytać nieco więcej o tym trendach w okularowej modzie polecam jeden z moich wpisów. 2. Małgorzata Rozenek Nie ma co ukrywać, że najsłynniejsza pani domu ever mocno lubuje się w okularach. Wertując Internety doszukać się można wielu fasonów z jej okularowej garderoby. Od rozwiązań, które piętnuję w okularowej modzie, czyli „nie mam za bardzo pomysłu na stylówę, więc odzieję dziś nudnego jak flaki z olejem, ale za to nieśmiertelnego i niezawodnego  aviatora Rayban’a” (taki VW Passat wśród okularów). Poprzez, o niebo lepiej (a na pewno bardziej kobieco i subtelnie), wyglądające na twarzy Pani Małgorzaty okulary przeciwsłoneczne, których kształt delikatnie nawiązuje do „kociego oka”. Po dość modowe, oversize’owe, owalne formy, w których wygląda naprawdę interesująco. Szczególnie uwagę moją zwrócił piękny, tęczowy model z domu mody Gucci. Zarówno o tej  marce jak i okrągłych okularach możecie przeczytać w moich wpisach (linki powyżej). Inną propozycją, na którą zwróciłem uwagę są duże koła z podwójnym, delikatnym mostem od Fendi. Na ich przykładzie możemy zaobserwować ciekawy trend w okularowej modzie, gdzie na soczewkach umieszczane są nadruki z geometrycznymi kształtami bądź logotypami producentów. Przy odpowiedniej grze światła okulary takie robią piorunujące wrażenie. 3. Dorota Gardias W moim przekonaniu jedna z najpiękniejszych i najsympatyczniejszych prezenterek, w której wykonaniu prognoza pogody i zbliżające się tornado czy inny kataklizm brzmi jak powiew letniej, morskiej bryzy. Twarz Pani Doroty została stworzona do ponętnych, kocich opraw, co zresztą potwierdzają jej wybory. Co prawda odnalazłem w necie kilka jej stylizacji z wąskim, plastikowymi oprawami, ale było to dawno ..i nie prawda. Pliss Pani Doroto – proszę do nich nie wracać. A jak Dorota Gardias prezentuje się w okularach z zadartymi górnymi krawędziami? Sami zobaczcie. Jak dla mnie sztos. O kocich okularach jak i o czymś bardzo istotnym – ich psychologicznej wymowie możecie przeczytaj pod tym linkiem. 4. Anna Lewandowska Nietrudno zauważyć obserwując jej profile społecznościowe, że żona naszej największej, piłkarskiej dumy oraz propagatorka zdrowego stylu życia uwielbia okulary. Wśród jej okularowych wyborów dominują znane modowe, luksusowe marki. Szczególną uwagę zwróciłem na przewijające się wśród stylizacji okulary z jaśniejszymi soczewkami. Coś mi się wydaje, że idealne rozwiązanie, aby obserwować murawę boiska, a na niej – wiadomo kogo. Często w jej okularowym looku odnajdziemy oversize, gdzie w licznych jego odmianach wygląda znakomicie. Tutaj jeden z moich wpisów na ten temat. Moim faworytem jest ciemnoniebieski model (poniżej) o kocim kształcie. Wygląda naprawdę świetnie.    

Wiesz komu sprzedajesz? Dwa typu klientów salonu optycznego

Chyba rzadko, który sprzedawca obecnie szufladkuje klientów ze względu na płeć, gdzie kobieta jest zawsze stroną bardziej wymagającą i wrażliwą na kształt czy kolor, a samiec często obojętny i niepodatny na kwestie mody. Opisując klientów salonu optycznego myślę, że niewłaściwe jest definiowanie mężczyzn jako zawsze sprawnie podejmujących decyzję pragmatyków, a kobiet – istot z wpisanym w DNA zamiłowaniem do zakupów i błyskotek.
Chcę przez to powiedzieć, że o tym w jaki sposób będziemy rozmawiać z klientem nie decyduje przede wszystkim jego płeć, lecz przekonania, potrzeby jako konsumenta, cechy charakteru i typ osobowości. Dlatego też powyższy tytuł wpisu równie dobrze moglibyśmy zmodyfikować na 2 typy okularowych klientów: Pan niezdecydowany oraz Modny i inicjatywny. Jednakże przykładowych konsumentów przeniesionych wprost z salonu optycznego odniosłem do słabej płci (słabej tylko teoretycznie i wiem, co mówię – mam trzy kobiety w domu) ze względu na fakt, iż zwyczajnie częściej dobieram okulary kobietom. Poza tym założyłem, że dołączone do wpisu kobiece kadry będą milsze dla oka niż moje, osobiste fotografie. Sprawdźcie zatem jak do każdego z wybranych typów klientów podejść z otwartą głową.

Pani niezdecydowana

Ileż to razy trudno było nam zachować zimną krew podając klientce dwudziestą piątą oprawkę bądź gościć ją po raz trzeci w salonie, próbując kolejny raz cierpliwie doradzić, w którym z dwóch modeli okularów wygląda korzystniej? Oczywiście każdy klient jest inny i wymaga obrania przez nas nieco innej strategii w komunikacji. Niemniej jednak w każdej relacji z konsumentem sprawdzą się dwie, najcenniejsze kompetencje – umiejętność słuchania oraz zadawania odpowiednich pytań. W przypadku klienta, którego decyzja dotycząca zakupu nowych okularów jest trudna i przełomowa niczym wybór nowego auta w salonie, warto wykorzystać technikę mającą na celu zmniejszenie możliwości selekcji. Przydatna w takim przypadku jest zasada, którą nazywam „regułą dwóch wyborów”. Zakładając, że (zazwyczaj z powodów finansowych) nasza klientka nie poprze naszej, humorystycznej alternatywy pt. „w dniu dzisiejszym ilość transakcji w naszym salonie nie podlega limitom, dlatego może rozważyć Pani zakup kilku par okularów”; możemy zaproponować jej prostszy wybór, najlepiej ograniczający się do dwóch produktów. Regułę tą warto wykorzystać nie tylko podczas wyboru oprawki, ale również soczewek okularowych. Trudno oczywiście wymagać od naszego klienta przymiarki jedynie dwóch oprawek. Jednak kierując się odpowiednimi kompetencjami (np. umiejętnością analizy kształtu twarzy) jesteśmy w stanie z założenia ograniczyć ilość sugerowanych produktów. Niezdecydowanie klienta może także wynikać z braku zaufania. Dlatego też warto uatrakcyjnić ofertę salonu o tzw. pozacenowe argumenty sprzedaży. Jednym z nich może być np. bezpłatna naprawa i serwis okularów. Znacie jakieś jeszcze? Pomyślcie jak można je wykorzystać budując krok po kroku zaufanie klienta. Pamiętajmy, że w kontakcie z „Panią Niezdecydowaną” pośpiech raczej nie będzie wskazany. Niezwykle ważne jest, aby podczas wywiadu zadawać sporo pytań. Pozwoli to precyzyjnie rozpoznać potrzeby klienta i pomóc mu w dokonaniu właściwego wyboru. Tylko wtedy będziemy mogli pochwalić się sprzedażą produktu uszytego na miarę.

Modna i inicjatywna 

To przykład klientki, którą poznamy dość szybko po wejściu do naszego salonu. Zdradzi ją ekspresyjność, uśmiech i świetna komunikacja. Już sam jej wygląd dość dużo powie nam z jakim typem osobowości mamy do czynienia. Mowa tu o podążaniu w zgodzie z najnowszymi, modowymi trendami, zamiłowaniu do cenionych, odzieżowych marek czy niestronieniu od odważnych kolorów. Jak we właściwy sposób pokierować rozmową z taką osobą, osiągnąć cel sprzedażowy i zyskać lojalnego klienta?

Niezwykle istotne w tym przypadku będzie pierwsze wrażenie oparte na komunikacji niewerbalnej. Pozwoli to klientce już na samym początku poczuć się dobrze w naszym otoczeniu. Nie lekceważmy zatem odwzajemnienia uśmiechu (wiem, wiem….te maseczki), kontaktu wzrokowego czy przyjaznego gestu. Pani „modna i inicjatywna” jest osobą głodną uznania i komplementów. Dlatego krótkie, miłe słowo dotyczące szczegółu jej wyglądu będzie jak najbardziej pożądane. Dokonując wyboru oprawy okularowej warto skupić się tu na prestiżu danego brandu, ciekawej kolorystyce, a nawet obecności logotypu na zauszniku. Inicjatywna optymistka z jaką mamy do czynienia raczej wypierać będzie argumenty dotyczące szczegółów oprawki takich jak rodzaj materiału czy konstrukcja zawiasów. Również więcej zaangażowania wymagała będzie od nas podczas samego wyboru oprawki niż soczewek okularowych, których selekcje warto ograniczyć do wspomnianej przeze mnie wcześniej „reguły dwóch wyborów”.

Pamiętajmy jeszcze o jednym. Storytelling oraz posiłkowanie się opiniami innych osób będzie w przypadku takiego klienta ważnym narzędziem komunikacyjnym, które znacznie zbliży go do decyzji zakupowej.

Mimo wielu cech wspólnych i prób wyodrębnienia określonych typów okularowych klientów warto pamiętać, że każdy posiada inne doświadczenia jako konsument. Jednakże możemy być pewni, że wszystko pójdzie dobrze, jeśli w swoim postępowaniu zachowany etykę, kreatywność i profesjonalizm. Czego życzę Wam i sobie.

W grupie siła, czyli struktury zakupowe w biznesie optycznym

Nie jest jakimś novum fakt, że w relacjach B2B duży gracz pozwolić sobie może na więcej. Ciekawym przykładem jest branża optyczna, w której zaobserwować możemy wyraźny podział na duże salony sieciowe (kilkadziesiąt, a nawet kilkaset placówek danej marki w kraju) oraz na pojedyncze, niezależne salony optyczne. Te drugie tworzą czasem dodatkowe miejsca prowadzonej działalności, a więc powielają sprawdzony model rodzimego biznesu.


Nie trzeba być ekspertem rynku optycznego, aby zaobserwować postępującą wzorem zachodu, silną ekspansję salonów sieciowych. Innymi słowy, dominujące na naszym rynku polsko-zagraniczne spółki dysponujące ogromnym kapitałem, krok po kroku wykluczają z gry słabsze i nieradzące sobie z nowym porządkiem ekonomicznym jednostki. Sukcesywne wypieranie mniejszych, niezależnych salonów optycznych jest procesem, który trwa w naszym kraju od mniej więcej dwóch dekad.

Idą zmiany?

Ilu zatem optyków w ciągu tego czasu uwzględniło fakt, że „jedyną stałą rzeczą w życiu jest zmiana”? Ilu rozwija swą niezależność, modyfikując swój biznes poprzez ciągłe zwiększanie kompetencji pracowników, renegocjowanie warunków handlowych z najważniejszymi kontrahentami czy zaznaczanie swojej obecności w Social Media? Wiem, wiem – łatwiej powiedzieć, trudniej wcielić w życie.

Każdy biznes optyczny, nawet ten oparty na modelu niezależnego optyka – rzemieślnika jest inny. Działa na innym terenie, ma inny przekrój klientów, dysponuje nieco innym portfolio produktów i usług oraz w inny sposób będzie znosił napływ rosnącej konkurencji. Liczba salonów optycznych w Polsce w odniesieniu do liczby mieszkańców jest zdecydowanie mniejsza niż w krajach Europy zachodniej. Dlatego też jednego możemy być pewni. Świat nie lubi próżni i wcześniej czy później przestrzeń ta zostanie zagospodarowana, ale tylko od nas – właścicieli niezależnych salonów optycznych będzie zależało czy przygotujemy na to swój biznes.

Rodzimy optyk w starciu z sieciowym salonem

Nie chcę na łamach niniejszego wpisu porównywać strategii sprzedażowej salonów sieciowych i niezależnych optyków ani dywagować nad możliwościami i ograniczeniami w obsłudze klienta okularowego na przykładzie tych dwóch modeli biznesowych. Dobre rok temu zagadnienia te omówiłem w artykule – rodzimy optyk kontra sieciowy salon.

Wpis wywołał ciekawe reakcje zwłaszcza ze strony niektórych, sieciowych korpo – żołnierzy, którzy mieli okazję podyskutować ze mną na ten temat na forach optycznych (część z nich mocno podirytowałem, za co oczywiście nie przepraszam). Treść w linku powyżej pozostawiam do Waszej oceny.

Korzyści płynące z integracji

Dziś chciałbym przyjrzeć się obecności struktur zakupowych występujących w branży, nie tylko w roli pomocników w obszarze prawnym i szkoleniowym, ale przede wszystkim jako podmiotów pośredniczących na drodze hurtownik – salon optyczny. Na „tapetę” wziąłem najmocniej na obecną chwilę rozwijającą się w tym zakresie grupę w naszym kraju, czyli strukturę zakupową Ekspert Optyk.

Czując coraz bardziej na plecach oddech konkurencji ze strony salonów sieciowych wydaje się, że właścicielom niezależnych salonów optycznych pozostało trwać dalej w stagnacji zgodnie z zasadą „jakoś to będzie”, polegać na własnych pomysłach i kreatywności lub też próbować się integrować. Czy na przykładzie Eksperta założeniem takich form współpracy jest czerpanie przez pomysłodawców prowizyjnych korzyści z zakupu towarów pod postacią napompowanych pseudopromocji? Absolutnie nie. Przyznam, że obserwując bacznie od kilku miesięcy poczynania wspomnianej struktury jestem mile zaskoczony. A powodów jest kilka.

Po pierwsze – optymalizacja kosztów płynąca z renegocjacji umów pomiędzy salonem optycznym, a producentem soczewek okularowych. Jak myślicie, dlaczego sieciowe salony optyczne mogą często zaproponować klientowi niezwykle korzystną ofertę w tym zakresie? Odpowiedź jest prosta – zamawiają produkty na olbrzymią skalę, dzięki czemu są w stanie wynegocjować intratne warunki handlowe. Dlaczego zatem niezależny optyk nie miałby pójść tą drogą? Dzięki przynależności do struktury zakupowej każdy mały salon optyczny uzyskuje bezkosztowo (brak opłat członkowskich)  korzystniejsze rabaty niż w sytuacji, w której działałby pojedynczo czy w porozumieniu z kilkoma optykami. Taki stan rzeczy (na obecną chwilę Ekspert Optyk zrzesza ponad 400 salonów optycznych) pozwala zbliżyć się nieco do oferty cenowej salonu sieciowego, a zaoszczędzone środki przeznaczyć na dalszy rozwój swojej marki.

Podobną sytuację zaobserwować możemy na przykładzie oprawek okularowych oraz okularów przeciwsłonecznych. Stale powiększające się portfolio okularowych brandów, na które będąc członkiem struktury uzyskać możemy dodatkowy rabat bądź bonus, pozwala przy większej marżowości produktu, zachować dotychczasową cenę dla konsumenta. To dobra informacja zwłaszcza, że dotyczy między innymi grupy towarów luksusowych, na które mimo obecnej sytuacji związanej z pandemią popyt nadal rośnie. W najbliższym czasie polityka rabatowa obejmować będzie także soczewki kontaktowe. To grupa towarów handlowych, której sprzedaż stacjonarną coraz skuteczniej wypiera Internet. Stworzenie własnej marki soczewek, której proces w przypadku Ekspert Optyka właśnie się rozpoczął daje kolejne możliwości zaoferowania klientowi końcowemu atrakcyjnego cenowo produktu.

Na koniec fundament każdego, dobrze rozwijającego się biznesu – wiedza. Struktury zakupowe o jakich mówimy legitymują się wsparciem w postaci szkoleń sprzedażowych, produktowych oraz wstawiennictwem w obszarze pomocy prawnej. Na przykładzie swojej działalności mogę potwierdzić, że sukcesywne wdrażanie nowych kompetencji z zakresu sprzedaży, wymiana doświadczeń oraz rozwijanie wiedzy marketingowej to clou dla rozwoju marki własnej. Przynależność do takiej grupy zwiększa w tym zakresie potencjał każdego, niezależnego salonu optycznego.

Warto, a nawet należy 

Czy warto zatem jednoczyć się w służbie utrzymania bezpieczeństwa swojego zawodu i biznesu? Czy opłaca się dostosowywać do tendencji i zawirowań na rynku optycznym, aby skutecznie radzić sobie z presją dużych graczy? Czy jest potrzeba, aby nieustannie podnosić swoje kompetencje? I w końcu, czy warto przygotować nowemu pokoleniu podwaliny dobrze prosperującej działalności? Myślę, że odpowiedź jest jednoznaczna.

Trudne czasy, w których znalazła się gospodarka wcale nie muszą być takie dla funkcjonowania niezależnych salonów optycznych. Warto bowiem zadać sobie pytanie czy przy dzisiejszym stanie rzeczy (czas pandemii) obecność wielkopowierzchniowego sklepu w dużej galerii handlowej, a więc w popularnym miejscu lokalizacji salonu sieciowego, jest równie atrakcyjna jak jeszcze rok wstecz oraz czy wobec tego dalsza ekspansja dużych, sieciowych brandów będzie nadal tak zauważalna. Cóż – czas pokaże.

Dlaczego oczy dzieci cierpią na lockdown’ie?

Zdalne nauczanie naszych pociech to nie tylko brak „zdrowego” kontaktu z rówieśnikami, ale także edukacyjne luki, które zostaną kiedyś obnażone czy aktywność fizyczna podtrzymywana i doskonalona w… domu – nie wspomnę już o irytacji samych rodziców, którym trudno odnaleźć się w chaosie własnej pracy i obowiązków, pomiędzy którymi angażują się w internetowe homework’i czasem bardziej niż same pociechy. Niestety lockdown to także czas wzmożonego wysiłku dziecięcych oczu. Lekcje on-line, a zaraz po nich rozrywka przed tym samym komputerem, to konieczności i przyjemności, za które wcześniej czy później zapłacimy wszyscy.


Smartfon – najlepszy kumpel?

Nie mnie oceniać czy wprowadzenie zdalnego nauczania jest właściwe. Dywagowanie nad tym nie jest rolą tego wpisu. Faktem jest, że zapewnienie najmłodszym konstytucyjnego obowiązku edukacji zderzyło się z dziwnymi czasami w jakich przyszło nam funkcjonować.

Dziecięcy świat kreatywnej nauki i szkolna ławka zamieniły się w kilkugodzinne ślęczenie przed monitorem komputera, który stał się głównym narzędziem kontaktu z „rzeczywistością”. Co najgorsze, odpoczynkiem od szkolnego ekranu jest ten sam ekran, występujący po zajęciach w innej roli. Czytającym wpis rodzicom nie trzeba specjalnie wyjaśniać – social media, jutubek, gry, które gęsto kradną więcej czasu niż zajmuje sama nauka.

Niewłaściwy rozwój intelektualny, emocjonalny i społeczny, wyższość Internetu nad zajęciami twórczymi – czytaniem, pisaniem, ćwiczeniami manualnymi czy grami planszowymi jest i będzie coraz częściej utrapieniem dziecięcych psychologów i terapeutów. Ale to nie wszystko. W rezultacie ciągłego przebywania przed ekranem komputera, tabletu i smartfona, oczy dziecka poddawane są wielogodzinnej ekspozycji na promieniowanie niebieskie oraz fioletowe emitowane z tych urządzeń. I tak obok powszechnie znanej z czołówek gazet epidemii, mamy jeszcze jedną – epidemię krótkowzroczności.

Wpływ światła niebieskiego na oczy dziecka

Obok sztucznych źródeł oświetlenia tzw. światło widzialne o wysokiej energii (światło niebieskie i fioletowe) emitowane jest przede wszystkim przez urządzenia cyfrowe posiadające ekran. Technologia ta jest niestety przyczyną problemów ze wzrokiem. Według najnowszych badań, światło niebieskie wpływając na narząd wzroku zaburza procesy metaboliczne w siatkówce oka. Z czasem doprowadza do zwyrodnienia plamki żółtej i nieodwracalnego uszkodzenia fotoreceptorów prowadząc na końcu powoli, krok po kroku do trwałego uszkodzenia wzroku. Wpatrywanie się dziecka w ekran komputera to także duży wysiłek dla nerwów wzrokowych, które nieprzerwanie kurczą się i rozluźniają. Prowadzi to w konsekwencji do zmęczenia wzroku, nieostrego widzenia czy bólu głowy. Powszechnymi objawami są także suchość oczu oraz ich łzawienie.

Z bajką na tablecie trudniej jest zasnąć

Światło niebieskie jest też podstępnym niszczycielem naszego prawidłowego rytmu okołodobowego. To istotny powód abyśmy ograniczali korzystanie z elektroniki przed zaśnięciem szczególnie u dzieci. Wszystko za sprawą melatoniny – hormonu snu, którego wydzielanie wpływa na to czy chce się nam spać o właściwej porze. Jako tata dwójki dzieci wiem doskonale, że odizolowanie dzieci od kolorowej i ciekawej technologii nie jest łatwe. Korzystanie z telefonu czy tabletu powszechnie staje się formą nagradzania dziecka i zamiennikiem papierowej bajki.  Jednakże, na Boga – nie popadajmy w skrajności i nie idźmy na łatwiznę! Ograniczajmy maksymalnie korzystanie przez nasze dzieci z elektronicznych dobrodziejstw. Na tyle, na ile pozwalają nam dzisiejsze realia. Nie mówię już nawet o konieczności filtrowania przez nas treści, które przekazywane są poprzez Internet. Wierzę w Was! Zacznijcie od dzisiaj!

Jak zminimalizować niekorzystny wpływ światła niebieskiego?

Jak wiadomo zdalne nauczanie nie pozwala nam wyeliminować negatywnego wpływu na wzrok promieniowania wysokoenergetycznego. Są jednak możliwości, z których możemy skorzystać dzięki branży optycznej. Mówiąc precyzyjniej – dzieci przebywające przed ekranem komputera powinny korzystać z odpowiednich okularów. Mam na myśli szkła okularowe wyposażone w uszlachetnienie, które neutralizuje niebiesko-fioletowe światło emitowane przez urządzenia elektroniczne. Chodzi o tzw. powłokę antyrefleksyjną „blue”, której nazwa własna różni się w zależności od producenta soczewek okularowych. Delikatny odcień niebieski szkieł związany jest z resztkową barwą odbicia powłoki antyrefleksyjnej. Najistotniejsze jest to, że takie „szkła” posiadają zwiększony współczynnik odbicia światła niebieskiego, dzięki czemu jesteśmy w stanie w znaczący sposób chronić wzrok naszych dzieci przed światłem niebieskim. Pamiętajmy o tym niezależnie od tego czy nasze dziecko posiada wadę wzroku i wymaga korekcji okularowej, czy też widzi doskonale. Nic bowiem nie stoi na przeszkodzie, abyśmy zastosowali tego typu ochronę dla dziecka w tzw. okularach „zerówkach”. Warto wiedzieć, że obecność na nosie takiego rozwiązania będzie wiązać się z większą przejrzystością widzianego obrazu i z poprawą kontrastu.

Rzecz jasna wszelkie dobrodziejstwa płynące z noszenia takich okularów odnoszą się do nas – dorosłych. Niech rzuci kamieniem ten, kto wieczorem nie wpatruje się w Netflixa czy korzysta z mediów społecznościowych.

Drodzy rodzice – nie zniechęcajcie się także samym procesem doboru okularów Waszemu dziecku. Nie pozostawiłem tego tematu bez odpowiedzi. Wszelkie wskazówki odnajdziecie w moim wpisie pt. Jak właściwie dobrać okulary dla dziecka.

Okularowa moda w męskim wydaniu

Nie ma się co oszukiwać, że fikuśne formy, mnogość kolorów i zdobień to domena kobiecych okularów. Pomijając ciągłą potrzebę podkreślania urody oraz zagadkę ewolucji, gdzie kobieta jest zwyczajnie atrakcyjniejsza od faceta, dzieje się tak z kilku powodów…


Odważnie, ale z umiarem?

Bez wątpienia płeć piękna jest zdecydowanie wdzięczniejszym i bardziej angażującym kreatywność obiektem okularowych stylizacji, w którym można uwzględnić absolutnie każdy kształt oprawki. Nieco inaczej sytuacja wygląda w przypadku faceta, gdzie część okularowych fasonów jest nie do zaakceptowania. Mimo tego, że powstaje coraz więcej elementów odzieży, których nie przepisuje się jednoznacznie do danej płci (mowa tu o królującym unisexie), to nadal mamy formy opraw zarezerwowane wyłącznie dla kobiet. Innymi słowy gorąco zachęcam mężczyzn do eksperymentowania z kształtem, jednakże jeśli chodzi o pełne okularowe równouprawnienie, to jestem przeciwnikiem. Wariacje wokół owalnych, prostokątnych opraw, a nawet wielokątów mogą być świetnym, męskim, stylowym dodatkiem zarówno w wersji przeciwsłonecznej jak i korekcyjnej. Jednakże mimo, że dyskusje na temat tego co wolno, a czego nie wolno nosić kobietom bądź mężczyznom z roku na rok cichną, to trudno wyobrazić mi sobie paradujących po ulicach dżentelmenów w wyciągniętych ku górze oprawkach a’la koty (no chyba, że mowa o mocno zakorzenionych waginosceptykach). Boże uchroń moją brzydką płeć przed taką transformacją mody. A więc Panowie – odważnie, ale po męsku!

Idźmy w kolor!

Opisując z grubsza trendy wśród męskich okularów nie sposób przejść obojętnie obok koloru. Tutaj także mamy paletę barw, od której my samce powinniśmy trzymać się z daleka. Zakorzeniony w ludziach podział, w którym przyjęło się, że kolor różowy dedykowany jest kobiecie, a niebieski mężczyźnie nie tylko w moim przekonaniu, ale także wśród naukowców przeprowadzających liczne badania, okazał się tylko jednostronnie poprawny. Co prawda kolorystyczny kierunek u faceta zdecydowanie wskazuje na niebieski, to w przypadku kobiety nie jest to już tak oczywiste. Na podstawie licznych ankiet czy testów psychologicznych większość płci pięknej wybiera bowiem… odcienie niebieskiego zamiast różu. Jak zatem ma się to do męskiej mody okularowej?

Otóż w przypadku mężczyzn mamy do czynienia z barwami, które są niezbyt wskazane i kontrowersyjne. Mam na myśli kolory, które odbierają męskości, negatywnie wpływają na psychologiczny wizerunek mężczyzny, a w okularowych stylizacjach zarezerwowane są przede wszystkim dla kobiet. Chodzi tu przede wszystkim o róże, fiolety, niektóre czerwienie w szczególności w delikatnych (pastelowych) oraz intensywnych (jaskrawych) odcieniach. Kiedy to w przypadku męskiego dress codu, w którym obecność pastelowej, różowej koszuli może być strzałem w dziesiątkę, to obecność tej barwy w stylizacji w roli koloru bazowego (marynarka), a szczególnie pod postacią tak wyjątkowego dodatku jak okulary jest delikatnie rzecz biorąc dyskusyjna. Dlatego nie sugerujcie się tytułowa fotą, gdzie pozuje w różowym, damskim ekwipunku. Taki pastisz.

Czy zatem my – faceci skazani jesteśmy wyłącznie na oprawki, w których królują czernie, grafity i granaty? Oczywiście, że nie! Pomijając biznesową etykietę, gdzie kolory te faktycznie sprawdzą się wzorowo, w przeciwieństwie do jaskrawych, które mogą okazać się niestosowne, w innych sferach życia zupełnie inne umaszczenia okularów mogą stać się ciekawym i kreatywnym elementem outfitu. A co w przypadku opraw metalowych, w których dominuje kolor złoty w przeróżnych odmianach i odcieniach? Zdecydowanie tak! Uważajmy jednak na jego czyhającą, różową postać.

A zatem Panowie! Decydując się na zakup okularów nie unikajmy pozornie niemęskich, wyrazistych kolorów. Zaufajmy specjalistom i dajmy przeprowadzić sobie chociaż raz w życiu analizę kolorystyczną. Głowa do góry! Odważne formy, żółcie, zielenie, jaskrawe kolory, wzory na oprawach, srebrne i złote oprawki czy wielobarwne grawery na soczewkach są także dla nas! Poza tym minęły już czasy kiedy to na naszych nosach zawsze i wszędzie gościła tylko jedna i ta sama para okularów.

Radosław Wiktorowicz – Ghosteye:

  • Certyfikowany stylista opraw okularowych
  • Osobisty doradca wizerunku
  • Certyfikowany kolorysta

 

Czy szczere emocje zaprzeczają męskości?

W świecie, w którym normalność bywa deficytem warto zadać pytanie czy zwykły facet potrafi być jeszcze istotą mentalnie intrygującą? Czy kreacja efekciarza i superbohatera pożarła już na dobre potrzebę bycia zwyczajnym gościem? Czy jako mężczyźni nie zatracamy się w zgubnej roli, w której z trudem i wstydem przychodzi nam szczere wyrażenie uczuć? Radość, złość, smutek, pożądanie – jakie to proste, a jednak czasami krępujące i trudne.

Klasyka nie przemija

Obserwując na okularowym parkiecie debiut marki David Beckham, stawiam, że jej akcje szybko pójdą do góry. Tak sobie myślę, że normalność i szczerość zaczyna być w cenie. Jeden mógłby rzec, że to zacny vintage, drugi, że styl, który „wieje konserwą”. Dla mnie to powrót do eleganckiej prostoty i przypomnienie kultowych, okularowych kształtów. Mam wrażenie, że jako mężczyźni na nowo mamy szansę odkryć ponadczasowy styl i autentyczność – coś, co w obszarze mody zawsze przetrwa próbę czasu.

Okulary David’a Beckham’a wcale nie są zabawnym gadżetem dającym Ci sposobność, abyś poczuł się jak gwiazda Manchester’u. To kolekcja oprawek korekcyjnych i okularów przeciwsłonecznych zaprojektowana i dedykowana dla świadomego i dojrzałego faceta. Człowieka, który potrafi kochać, współczuć, złościć się będąc emocjonalnym i prawdziwym. Może nieco wyidealizowane, ale w moim przekonaniu spójne z produktem i nazwiskiem, które go sygnuje.

Radość i złość

Co łączy te uczucia? Chyba tylko prawo do wyrażania ich odważnie i szczerze. Jest jeden warunek – będąc w gniewie nie ranisz innych. Wiem, wiem – fajniej się pisze o postanowieniach niż je realizuje. Tak jednak postępuje prawdziwy facet. Złość i radość to emocje skrajnie różne, niczym Twój wizerunek, który możesz odmienić przy użyciu tylko jednej pary oprawek. Tak to sobie wymyśliłem. Wszystko za sprawą retro – detalu w postaci metalowej, przeciwsłonecznej nakładki, która błyskawicznie zmienia Twój wygląd oraz zastosowanie okularów. Ja upodobałem sobie opcję z osłoną. Kultowa forma i praktyczność tego modelu sprawia, że jest to topowa propozycja z portfolio marki.

Smutek

Smutek i łzy szczególnie u facetów bywają oznaką genetycznego defektu, który objawia się emocjonalnością, słabością i tkliwością. A może tylko my mężczyźni tak sądzimy? Kiedy oglądałem pożegnanie gwiazdy NBA Kobe’go Bryant’a i przemowę Michael’a Jordan’a nigdy nie widziałem takich emocji, wzruszenia i łez cieknących po męskich policzkach. Piękne, dojrzałe i wcale nie rujnujące wizerunku samca alfa. Oznakę słabości, którą jako faceci w większości krępujemy się wyrażać powiązałem z obrazem delikatnych, subtelnych i zaokrąglonych żyłek, przy których nie ma mowy o kamuflażu (tytułowe foto). Wygodne, ponadczasowe i świetnie wykonane – wszystko w zgodzie z ideą jaką obrała sobie piłkarska duma Anglii.

Pożądanie

Pozostawiłem je na deser. W jego wyrazie jako mężczyźni problemu raczej nie mamy. Bardziej w pohamowaniu żądzy i zachowaniu subtelności. Pożądać będąc facetem, to trochę jak balansować na cienkiej linie pomiędzy byciem romantykiem, a chamem. Wzorem byłby pewnie atrakcyjny i szarmancki flirciarz. Taki Borewicz z 07 zgłoś się. Chociaż nie – od chyba nie był atrakcyjny… Z kreacją macho doskonale harmonizują przeciwsłoneczne, wybitnie męskie, prostokątne klasyki. Łatwiej dzięki nim wyrazić nieoczywistość, namiętność i pragnienie, tak jak w moim alter ego, które przybrałem na potrzebę foto – sesji.

Jesteśmy tylko facetami

Spoglądając na najnowszą kolekcję okularów David’a Beckhama może nieco na wyrost, ale próbuję doszukać się pewnego przekazu. Jak udało się połączyć z obszarem mody wartości takie jak szczerość, uczciwość i niesfałszowane emocje. Choć jako mężczyźni staramy się, to trudno nam nie zatajać uczuć, obnażać słabości, ronić łez nie będąc marnym puchem. Ale staramy się.

Radek Wiktorowicz – Ghosteye

 

 

Termiczne uszkodzenia okularów

Użytkowanie produktu zgodnie z przeznaczeniem nabiera istotnego znaczenia, kiedy w okresie letnim (czytaj – wysokich temperatur) poprzez opieszałość, nieuwagę lub po prostu niewiedzę możemy doprowadzić nasze patrzałki do nieodwracalnych uszkodzeń. Termiczne uszkodzenia okularów, a precyzyjniej – powłoki antyrefleksyjnej nie podlegają roszczeniom gwarancyjnym, dlatego będąc okularnikiem warto wziąć sobie do serca kilka cennych rad dotyczących ich użytkowania w czasie upalnych dni. To też sygnał dla salonów optycznych, aby dla dobra swojego i klientów (niestety dość często w czasie wakacji taka sytuacja jest przedmiotem sporu konsumenckiego) przestrzegać przed tym czego z okularami robić nie wolno.


Okulary lubią słońce, ale kiedy są na nosie

A zatem czego z okularami nie powinien robić ich użytkownik? Na początek istotna informacja dla kierowców. W nagrzanym od słońca samochodzie potrafi być gorąco jak w piekle, a pozostawienie okularów na desce rozdzielczej w upalny dzień na kilkadziesiąt minut doprowadzi do nieodwracalnego uszkodzenia powłoki antyrefleksyjnej. Rezultatem tego będzie obecność mikropęknięć przypominających drobną pajęczynę na zewnętrznej powierzchni soczewek okularowych. Uszkodzenia te są dość charakterystyczne i zwykle łatwo je odróżnić od uszkodzeń mechanicznych. Tym samym nie warto „boksować się” z optykiem i na siłę przekonywać, że „zrobiło się samo”. Dlatego drogi kierowco – tak jak idealnym miejscem dla Twojego auta jest garaż, tak na potrzebę Twoich okularów stworzono twarde etui. Umieść tam okulary i najlepiej zabierz ze sobą. Postępowanie takie dotyczy także fotochromów, które co prawda stworzono, aby chroniły przed słońcem –  jednakże Twoje oczy, a nie podszybie w samochodzie czy ręcznik na plaży. Obok mikropęknięć objawem termicznego uszkodzenia soczewek może być także złuszczanie się powłoki antyrefleksyjnej, deformacja (soczewki organiczne zwiększają swoją objętość), a w przypadku „szkieł” fotochromowych – przebarwienia.

Obok nagrzanego od słońca samochodu czy plażowego ręcznika warto oszczędzić okulary i przy okazji wakacyjny budżet, nie zostawiając ich na parapecie przy oknie, w saunie czy blisko jakichkolwiek źródeł ciepła.

Informujmy, edukujmy

Doskonale zdaję sobie sprawę, że tych kilka rad nie uchroni każdego okularnika przed opisanymi powyżej przykrościami, niemniej jednak przekazywanie każdemu klientowi salonu optycznego skrótowych informacji (czy to słownie czy na piśmie) ułatwi wszystkim nam życie, oszczędzając nerwy i minimalizując liczbę niepotrzebnych nikomu sporów. Zwłaszcza w pięknym czasie, w którym udajemy się wszyscy na zasłużony odpoczynek.

Pozdrawiam

Ghosteye

Okularowe trendy 2020

To nie do końca tak, że w środku roku przypomniałem sobie o tegorocznych trendach. Z punktu widzenia zaplanowanych wydarzeń optycznych, ten rok okazał się ciężkim niewypałem, bo jak wiadomo firmy oftalmiczne zwykły prezentować nowości i kierunek w okularowej modzie właśnie podczas dużych targów i eventów. Tych, które odwołano. I tak np. zamiast lansować się na przełomie lutego i marca na mediolańskim Mido, zajadając w międzyczasach pizzę z riccotą i karczochami, przyszło mi wegetować w chałupie i scrollować ekran w telefonie w poszukiwaniu okularowych inspiracji. Był to też czas, który zweryfikował i potwierdził potęgę Internetu, a szczególnie influencu, który mocno jak nigdy dotąd stał się nośnikiem i kreatorem mody – okularowej rzecz jasna. No cóż – nie będę ściemniał, że nie cieszy mnie to, jako autora modowego bloga.


Czego z pewnością nie zabraknie?

Rok 2020 to okres, w którym królują i nadal królować będą wariacje kształtów oraz dwa kierunki w wielkości opraw – oversize oraz w nieco mniejszym stopniu jego przeciwwaga – minimalizm. Dominować będą odważne wzory i barwy, ale także ciekawe, rzadko spotykane wcześniej kolory oraz nadruki na okularowych soczewkach. Sympatyków złota uspokoję – Wasz ukochany kruszec z pewnością będzie w cenie. 

Oversize i minimalizm

Celowe operowanie przez projektantów zbyt dużym rozmiarem doprowadziło do wykreowania modnego (i przed laty i obecnie) stylu w okularowej modzie. Mimo, że wbrew zasadom proporcji i innym regułom, które uwzględniamy wybierając okulary, jest i będzie to częsty wybór szczególnie wśród płci pięknej. Oversize to nie tylko styl zarezerwowany dla okularów przeciwsłonecznych, gdzie ich wielkość można uzasadnić ochroną przed słońcem. Coraz częściej duży rozmiar i niesztampowy kształt oprawek odnajdziemy w najnowszych modelach korekcyjnych.

Przeciwwagą oversize’ów, ale także trendem ponadczasowym jest minimalizm. Mimo niewielkich gabarytów, okulary takie wcale nie muszą być proste i niezauważalne. Tak jak oversize’y mogą zachwycić formą. Zresztą jak to bywa w modzie, gdzie często mniej znaczy więcej.

Barwienia i nadruki w soczewkach

Kiedy jeszcze kilka lat temu okularowe „szkła” zabarwione inaczej niż na szaro-buro czy brązowo były niecodziennym zjawiskiem, to w obecnym sezonie ich różnorodne umaszczenia przeżywają istny rozkwit. Dotyczy to nie tylko okularów przeciwsłonecznych, lecz coraz częściej okularów z korekcją, którym dodajemy sznytu i oryginalności wprowadzając delikatny motyw koloru. Producenci modowych brandów poszli o krok dalej, powołując do życia modele przeciwsłoneczne z nadrukami logotypów i różnorodnych wzorów na soczewkach, które przy odpowiedniej grze światła robią niesamowite wrażenie.

Tylko i aż kolor

Cieszy mnie, że coraz częściej decyzje zakupowe klientów zaczynają stawiać na odważne, wyraziste wzory i barwy. Pomimo bezsprzecznej, chyba od zawsze, dominacji czarnego możemy w obecnym sezonie zaobserwować większe zainteresowanie pastelowymi kolorami, ciekawymi wzorami, włączając ostrożną zabawę z asymetrią. Kolor inny niż grafit, czerń i brąz coraz częściej będzie gościł nie tylko w casualowym outficie, ale także w biznesowym dress codzie. Nie zapominajmy także o złocie w różnych odcieniach i odmianach, które na okularowym wybiegu będzie, w moim przekonaniu, brylować jak nigdy dotąd.

Wariacje kształtów

Obok skrajności rozmiaru przykuwającego w tym sezonie uwagę, z pewnością nie zabraknie nietypowych i odważnych form. O tym, że okularowe krągłości nigdy nas nie opuszczą chyba mówić nie trzeba. Owalne modele i milion kombinacji materiałów oraz odmian poprzeczek i mostków będą towarzyszyć nam nadal. Pojawi się jednak znacznie więcej wyrazistych, a wręcz szalonych kształtów wykorzystujących najnowsze technologie produkcji. Innymi słowy fantazyjne i dizajnerskie ekspozycje z szalonych modowych butików będą powoli wychodzić na ulicę.

Okularu – maski

To ostatni trend, a zarazem świetne potwierdzenie tego, jak okularowa moda błyskawicznie dostosowuje się do smutnej w tym wypadku rzeczywistości. Mowa oczywiście o pandemii, w której w związku z rekomendacjami, a wręcz nakazem zasłaniania ust i nosa, powstały odjechane, modowe dzieła będące skrzyżowaniem okularów i …przyłbic. „Białe” lub przeciwsłoneczne soczewki, biżuteryjne dodatki i kunsztowne wykonanie. O tempora, o mores! Świat zwariował czy rzeczywiście w okularowej modzie nie ma żadnych ograniczeń?

Enjoy!

Ghosteye

 

Parujące okulary i maseczka – patenty, które musisz znać!

Nauczony doświadczeniem wiem, że za chwilę odezwie się jakiś filozof – myśliciel, który wytknie mi karygodny i niegodny publikacji błąd w tytule. Spoko – nie ma co sapać – stwierdzenie, że „okulary parują” jest myślowym skrótem, ale też komunikatem prostszym i bardziej trafnym w dobie ciągłego scrollowania milionów informacji. Każdy wie o co chodzi, tzn. okulary same w sobie nie parują (chyba, że w ogóle wyparują, bo ktoś nam je podpierdzieli), tylko zaparowywują w nich szkła, a szczególnie podczas noszenia maseczki – to a propos wspomnianego sapania. 😊


Zanosi się, że moda na maski zagości na dobre…

W latach 70 mieliśmy erę spodni dzwonów, ducha lat 80-tych oddawał walkman, a 90-tych dresy z kreszu. Zanosi się, że w 2020 rozpoczęła się era ochronnych masek. Trochę dowcipkuję, ale nie wierzę, że obszar mody nie zareaguje na to zjawisko. Zresztą już ma to miejsce. Oczywiście funkcja estetyczna jest tu na drugim miejscu zaraz po walorach praktycznych. A są nimi komfort noszenia oraz to na czym skupiłem się podczas tego wpisu, czyli nieutrudnianie życia okularnikom.

Nie mnie oceniać, czy i jak bardzo prozdrowotnym zachowaniem jest dla nas kawałek materiału z gumką. Logika jednak wskazuje, że ten kto prycha i ma na mordce maskę uchroni jakieś istnienia przed chorobą przenoszoną drogą kropelkową. Poza tym z racji obowiązującego prawa, to wydatek znacznie mniejszy niż walentynka od Smerfa w mundurze. Szkoda tylko, że ten medyczny gadżet potrafi uprzykrzyć życie okularnikom. Konia z rzędem i słoik Nutelli temu, komu w czasie pandemii w towarzystwie noszonej maski nie zaparowały szkła od okularów. W sumie mógłbym iść na skróty i zasugerować Wam wymianę okularów korekcyjnych na soczewki kontaktowe. Jednakże posiłkując się wiedzą mądrzejszych ode mnie – w obecnych czasach zdecydowanie odradzam. Osoby noszące soczewki kontaktowe znacznie częściej dotykają oczu rękoma, co powoduje łatwiejsze przenoszenie patogenów przez brudne ręce niż w przypadku noszących okulary. A Tym samym oczy częściej mogą stać się wrotami zakażenia u „soczewkowiczów”. Okulary nie dość, że stanowią pewną barierę dla grzebania paluchami w oczach, to biorąc na logikę, chronią je skuteczniej przed kroplami oddechowymi niż soczewki kontaktowe. Czyli Panie i Panowie w sytuacji w jakiej przyszło nam funkcjonować, przy wyborze soczewki kontaktowe, a okulary bardziej zdroworozsądkowe będzie założenie tych drugich. Co zatem zrobić, aby szkła w towarzystwie koronawirusowej maski nie zaparowywały? Mimo, że nie ma stuprocentowej, złotej rady, to mam dla Was kilka patentów, które ułatwią Wam życie:

Patent 1 – specjalne soczewki okularowe 

Jakiś czas temu napisałem dla Was artykuł o okularowych soczewkach, z powłokami, które nie zaparowywują. Podczas wyboru szkieł okularowych u optyka możecie nieco doinwestować okulary w szkła z dodatkowym uszlachetnieniem na taką okoliczność. W optycznej nomenklaturze najczęściej bywa ono nazywane Optifog lub Antifog. Elementem składowym powłoki antyrefleksyjnej są tutaj czynne substancje zwane surfaktantami. Ich działanie powoduje zamianę wody (w tym wypadku pary wodnej) w przezroczysty cienki film wodny (stąd brak widocznej pary na soczewkach). Niestety, dla utrzymania właściwości takiej powłoki należy pamiętać o systematycznym nanoszeniu na szkła aktywatora w płynie lub pielęgnowaniu soczewek specjalną ściereczką (będąca w zestawie). Jeśli zakup dedykowanych soczewek przeciw zaparowywaniu nie mieści się w Waszym budżecie (są one znacznie droższe niż standardowe szkła z antyrefleksem) dobrze, aby szkła Waszych okularów posiadały powłokę hydrofobową i oleofobową, co może mieć znaczenie zarówno w ich mniejszym zaparowywaniu jak i łatwiejszym utrzymaniu ich w czystości.

Patent 2 – płyny chroniące przed zaparowywaniem 

W salonach optycznych dostępne są specjalne płyny w atomizerze, które oprócz funkcji czyszczącej pomagają, aby okularowe szkła nie zaparowywały. Sekret tkwi podobnie jak w poprzednim patencie, w obecności w ich składzie czynnych substancjach chemicznych – surfaktantów. Należy pamiętać, że po każdym umyciu okularów należy nanieść ów preparat, aby uzyskać pożądany efekt. Gdybyście mieli wątpliwości jak należycie dbać o okulary zerknijcie na jeden z najbardziej poczytnych artykułów, jaki napisałem („Jak dbać o okulary, by żyły dłużej?”) Jeśli zdecydujecie się na taką formę ochrony swoich okularów przed zaparowywaniem Wasz optyk powinien posiadać tego typu rozwiązania. Do popularniejszych specyfików należą Izofog, Chemax 2 czy Hayne Mist.

Patent 3 – zadbaj o szczelne przyleganie maseczki

Prawidłowe i szczelne dopasowanie maski oprócz tego, że będzie nas chronić przed latającym w powietrzu ustrojstwem, pozwoli zmniejszyć, a nawet zminimalizować zaparowywanie okularów. Ogrzane powietrze, które wydychamy wydostaje się przez szczeliny w górnej części maski, co skutkuje zaparowywaniem patrzałek. Jak pozbyć się tego efektu? Ułóż maseczkę na twarzy i dopasuj ją maksymalnie szczelnie w górnej jej części i dopiero wtedy załóż okulary. Już taka czynność może nieco pomóc. Ponadto spotkałem się także z dwoma dodatkowymi patentami. Pierwszy z nich to umieszczenie dodatkowo (od wewnątrz) w górnej części maski złożonej chusteczki higienicznej, która będzie dodatkową barierą dla wydychanego powietrza. Brzmi komicznie, ale po części się sprawdza. Druga to umieszczenie w górnej części maski cienkiego paska dwustronnej taśmy, którą przyklejamy na (odtłuszczonej!) skórze. Patent nieco barbarzyński i łopatologiczny, ale ciekawy i także pomocny.

Patent 4 – domowe surfaktanty

Pewnie nie zdawaliście sobie sprawy, że środki chemiczne, które każdy z nas posiada w domu możemy wykorzystać jako specyfiki chroniące okularowe szkła przed zaparowywaniem. Mowa o płynach do mycia naczyń, mydłach i szamponach. Wszystkie przeze mnie wymienione posiadają substancje chemicznie czynne – surfaktanty. Aby uzyskać pożądany efekt nanosimy niewielką ilość środka na wewnętrzną i zewnętrzną część soczewki okularowej i delikatnie wcieramy. Wybierając taki preparat, unikajcie tych „cytrynowych” ze względu na ich możliwy, niekorzystny wpływ na powłokę antyrefleksyjną w Waszych okularowych soczewkach. Ostrożnie podchodźcie do wszelkich specyfików na bazie alkoholu, które nie dość, że mogą zniszczyć Wasze szkła to również wejść w reakcje z materiałem oprawki okularowej. Jest to jakaś forma patentu na zaparowane szkła, jednak w zestawieniu z płynem dedykowanym do tego celu zakupionym u optyka wybieram ten drugi.

Pamiętajcie, że żaden z wymienionych sposobów nie jest super, hiper, stuprocentową receptą na zaparowane szkła w okularach. Wpływa na to szereg składowych jak temperatura otoczenia, kształt oraz wielkość soczewek okularowych oraz ich uszlachetnienia, ułożenie okularów na nosie, cechy anatomiczne twarzy. Jest tego bez liku. Niemniej jednak stosując powyższe patenty jesteście w stanie nieco ułatwić sobie życie. I tego też Wam życzę w tym trudnym czasie.

Ściskam Was

Ghosteye

Kirk & Kirk – Passion is inherited

I won’t deny that I am excited about people who for whatever reason go down in the history of the wonderful industry of eyewear design and optics, my personal favorite. Discovering enthusiasts, studying the history of outstanding brands, learning about niche brands and the emerging ones and distancing myself from a dry as dust message. These are the main ideas of my blog.

Movie-like story

Using some of the most unbearable verbs among Polish speakers, I’ve already made several blog entries about inventors or inspirational style icons. Edwin Land, Hubert de Givenchy, Hans Stepper, Guccio Gucci – these were accumulated during a dozen months of messing about on ghosteye.pl. Today I will be an optical patient zero for you. I will try to infect the maximum number of readers with history, tradition, and limitless dreams. This is what you can undoubtedly associate glasses from the London brand Kirk & Kirk with. How not to be a loud fashion brand, and yet occasionally dazzle on the noses of stars walking on the red carpet? How not to look at eyewear trends, not to compromise and always be faithful to your own style?

The recipe for this is certainly known by Karen and Jason Kirk – preservers of the more than 100-year-old glasses craft of Kirk Brothers. I have no idea how, but it was them – the crazy brothers, Percy and Sydney who in 1919 brought an old sewing machine to life, which, together with the lens cutter, gave rise to the first makeshift production line. At the same time, they created a business dream team. Percy – a born salesman and PR person, Sydney – a craftsman and artistic soul. Consistency and a kind of mission led the duo of Kirk brothers to Indianapolis, Montreal or Johannesburg, where they opened their eyewear factories. In the interest of the best quality lenses, they traveled to Brazil acquiring some of the highest quality quartz from local beaches. And all this in times where there was no Ryanair, nor super-fast trains nor highways.

Interesting facts from the time of the Kirk Brothers

As an enthusiast of motoring, burned rubber and the smell of gasoline, I could not ignore one more thing. A man named Sir Malcolm Cambell – a British racing driver, set one of his speed records on water in Motex goggles – made by the Kirk brothers. An intriguing thing that may be of interest to people from the optical industry was the introduction of an adjustable bridge in spectacle frames, called Fecifit („a perfect non-pressure spectacle”) by Londonenthusiasts. A similar frame model could be worn by a traumatized boxer or a petite woman.

The current successor of Kirk Brothers' achievements – Jason and his wife Karen continue the family optical tradition of his grandfather, uncle, but also father Neville. The marriage, like the famous Kirks Brothers, seems to be a good team. Just look at the products of the current company with a rich heritage – Kirk & Kirk, which they co-create. These glasses cannot be mistaken for any other brand. Solid construction, bold design, colors and the best quality acrylic. Kirk’s eyewear is a British work of art, handcrafted in France using indestructible German hinges. With often bold, but always meticulously chosen and well thought-out colors that are in line with the message of the collection (Kaleidoscope, Cantena, Matte, Spectrum) these are glasses with an original form,  reflecting the artistic soul of Karen Kirk. Kirk & Kirk also offer sunglasses with Zeiss lenses.

See you soon!

Some time ago I had the opportunity to meet Jason. Consistent as hell with the brand principles – smiling, open, inventive, and kind. The article that I had the pleasure of writing was created in a quite unfavorable period, in connection with the epidemiological situation in the world. Despite the fact that business relations and participation in industry events are struggling like never before, I believe that those of you who do not know the London brand yet, will soon have the opportunity to get to know it better. Or maybe even shake hands with some of the most creative people from the optical industry in Britain.

Hugs!