Okulary na wybiegu

Jesteście ciekawi jak prezentują się luksusowe, kobiece okulary w towarzystwie idealnie skrojonych sukni? Na co należy zwrócić uwagę podczas doboru opraw na wyjątkową okazję? Czym kierowałem się podczas wyboru okularowych stylizacji dla finalistek prestiżowego konkursu piękności? Poniżej krótkie podsumowanie wieczoru pełnego zjawiskowych kobiet, wytwornych kreacji i awangardowych okularów. Sam jestem ciekaw, która z opraw (a może kandydatek?) wpadła Wam w oko.


Czy mógłbym odnaleźć lepsze połączenie niż piękna kobieta i piękne okulary? Jasne! Wiele pięknych kobiet w wielu pięknych okularach! Tak właśnie w skrócie przedstawić mógłbym event, na którym zaprezentowały się finalistki Miss Elite 2020. Inicjatorem konkursu jest filia Elite Club Monaco, mająca siedzibę w warszawskim Pałacu Zamoyskich przy Foksal 2. Założeniem organizacji obok jednoczenia ludzi ze świata biznesu i osobistości z życia publicznego jest rozniecanie w otoczeniu przepychu i luksusu idei właściwych dla działalności dobroczynnej. Elite Club Monaco Warsaw spełnia także zadanie modowego wybiegu będącego okazją dla promocji znanych i wzrastających projektantów oraz artystów.

Spod igły Agnieszki Suchockiej

Podczas minionego eventu finalistki konkursu miały możliwość zaprezentowania się w kreacjach przygotowanych przez Agnieszkę Suchocką i …w okularach by Ghosteye. Ale najpierw kilka słów o przeuroczej, utalentowanej projektantce, która uświetniła pokaz wieczorowymi strojami wykonanymi w zgodzie z ideą krawiectwa haute couture. Agnieszka Suchocka to właścicielka atelier na Komorskiej 42 w Warszawie – miejsca w którym ukojenie odnajdują kobiety poszukujące świetnie skrojonych i mistrzowsko wykończonych ubrań. To też przestrzeń, w której materializuje się dwudziestoletnie doświadczenie w krawiectwie i miłość do tworzenia pięknych strojów. Efekt jej talentu można odnaleźć na wybiegach w Nowym Jorku, Paryżu czy Tokyo. Jak pisze o sobie – „nie ma idealnych kobiet – każda jest inna, wyjątkowa i oryginalna”.

Okulary dopełnieniem wieczorowych kreacji

Aby zachować spójność z wieczorowymi strojami oraz samą okazją, podczas której były prezentowane, dobór okularów wcale nie był sprawą prostą. Kilkanaście pięknych dziewczyn to kilkanaście typów urody, kształtów twarzy i odmiennych temperamentów, a odniesienie do sloganu, w którym ładnemu ładnie we wszystkim w przypadku optyki okularowej ma raczej nikłą rację bytu.

Wybierając okulary, z uwagi na grę świateł, flesze oraz naturalnie krawiectwo haute couture postawiłem na luksusowe modele z francuskich oraz włoskich domów mody. W większości przypadków były to oprawy krzyczące formą i zdobieniami. Wśród stylizacji znalazło się kilka „petard”, w których połączenie urody, idealnie skrojonej sukni, perfekcyjnych detali i rzecz jasna okularów stworzyły obraz iście oskarowych kreacji. To ogromna przyjemność kiedy odpowiednio dobrany, niewielki przedmiot skrada serce kobiety dodając jej seksapilu, klasy i pewności siebie.

Dobór okularów do wieczornej kreacji jest świetnym i wcale niełatwym wyzwaniem. Ubiór i okulary muszą być zgrane ze sobą, ale też spójne z wizytowym anturażem. Modowy wybieg to rzecz jasna nie wieczorna kolacja, przy której założenie barwionych „szkieł” może okazać się  sprzeczne z dobrym, okularowym obyczajem (gdzie kontakt wzrokowy z drugą osobą jest niezwykle istotny). To element „show”, gdzie czerwony dywan jest miejscem, w którym okularowa stylizacja jest jednym z elementów scenicznego pokazu.

Finał Miss Elite 2020

To dopiero początek udziału okularów w towarzystwie pięknych kobiet, zjawiskowych kreacji i kamer. Już niebawem, bo 29 lutego w Pałacu Zamoyskich odbędzie się Charity Gala, czyli Finał konkursu Miss Elite 2020. Zwyciężczyni konkursu, czyli polska Grace Kelly obok objęcia patronatem fundacji dobroczynnych wyjedzie do Miami oraz zapozuje w ekskluzywnym magazynie modowym. Również i ja na ten cel przygotowałem coś specjalnego. Dodam, że tym razem dobrane przeze mnie okulary zobaczycie w towarzystwie pięknych kobiet i …..(cytując Marka Kondrada – „wiem, ale nie powiem”). Zatem bacznie obserwujcie blog Ghosteye oraz Elite Club Monaco Warsaw. Oj, będzie się działo!

Targi Optyczne Opti 2020 w Monachium

Kto z Was nie zatracił się po Sylwestrze odnajdując nieco siły i samozaparcia na szybki samochodowy trip (lub ultraszybki przelot) zza Odrę, miał okazję uczestniczyć w pierwszym w roku naprawdę dużym wydarzeniu branżowym – Opti 2020. Jesteście ciekawi czym jest Blogger Spectacle? Jaki był mój udział w tym wydarzeniu? Kto zgarnął „Oscara” tych targów? Jakie polskie marki zadbały o swoją obecność na tym evencie i w końcu jakie ciekawe propozycje przygotowali producenci opraw okularowych i okularów przeciwsłonecznych? Jeśli tak – łapcie fotorelację prosto z Monachium!


Czym jest Blogger Spectalce?

Początek roku w branży optycznej to tradycyjnie Opti – jedno z większych wydarzeń optycznych na świecie odbywające się rokrocznie w stolicy Bawarii. Wydawałoby się, że styczeń to mizerny czas na prezentacje optycznych nowości i rozkwit biznesowych kontaktów. Nic bardziej mylnego – niemiecki event świetnie wypełnia kalendarzową lukę gdzieś między wrześniowym „Silmo”, a marcowymi targami w Mediolanie. Na Opti znalazłem się po raz trzeci, w tym drugi w roli jurora realizowanej od pewnego czasu koncepcji nagradzania najciekawszej, niszowej marki okularów. Mowa o Blogger Spectacle – zmaganiach, w których główna nagroda i okularowe odkrycie targów jest wspólnym werdyktem zaproszonych na wydarzenie okularowych blogerów z Europy. Na podstawie prezentacji marek, oceny jakości i rzecz jasna dizajnu, wybierany jest producent – debeściak, którego okulary mają inne okulary pod sobą. Miło, że organizatorzy pamiętali o poczciwym Ghosteye’u wysyłając mi zaproszenie na event (podczas tegorocznego Opti 2020 byłem jedynym arbitrem z Polski).

 

A oto jeden z przykładów pozytywnego, okularowego świra, a zarazem potwierdzenie faktu, że okulary z drukarek 3D będziemy za chwilę traktować zupełnie poważnie. Chyba.

Mad in Italy – brand, który zaskarbił sobie u mnie dużą sympatię. Przewygodna linia oprawek korekcyjnych i okularów przeciwsłonecznych, a w pakiecie zjawiskowy uśmiech, obok którego nie można było przejść obojętnie.

Jeden z polskich akcentów na Opti 2020 – młoda krew z Zanzara Eyewear. Chłopaki z wizją, planami i całkiem przyzwoitymi oksami – tak trzymać.

Jak widać zainteresowanych wydarzeniem nie brakowało. Od piątku do niedzieli organizatorzy mogli liczyć na sporą liczbę odwiedzających.

W blogerskim świecie – wiek to tylko liczba.

Jedne z pierwszych okularów przeciwsłonecznych, które podczas spaceru po targach wpadły mi w oko. W trakcie Blogger Spectacle zagłosowałem własnie na nie. Dwie godziny później – marka Covrt Project odbierała już główną nagrodę Opti 2020.

Ekspozycje liczyły od kilku metrów kwadratowych po wielkometrażowe powierzchnie, na których można byłoby ogarnąć co najmniej mecz w siatkę

Przebieżka po targach 🙂

Niemiecka organizacja ponownie nie zawiodła kilkunastu tysięcy gości, którzy przybyli z różnych miejsc świata, by dokonać optycznego riserczu branży. Także ci z Was, którzy za cel w 2020 postawili sobie zgubienie wagi, w drugi weekend stycznia mieli możliwość zrobić porządny trening cardio na obszarze sześciu ogromnych hal, które skupiły kilkaset stoisk wystawienniczych (ja pyknąłem szybkie 10 km). Tradycyjnie event stał się miejscem nie tylko dla okularowych wystawców i producentów soczewek, ale także dla firm mających w ofercie sprzęt diagnostyczny, warsztatowy i szeroko rozumiane akcesoria optyczne.

Jeden z producentów naprawdę nienawidzi marnotrawstwa. Starym, zużytym oprawkom okularowym nadaje drugie życie wykorzystując je do produkcji swoich nowiuśkich okularów. Pro-eco pełną gębą!

Elementy wystawy u popularnego Gucia.

Opti to także multum akcesoriów optycznych: torby, etui, łańcuszki i inne duperszwance.

Stoisko z okularami przeciwsłonecznymi Active Sol. Musiałem tu być. W sumie z trzech powodów – dostałem zaproszenie, chciałem poznać produkty i …częstowali lodami. Na zdjęciu obsługa błagająca mnie, abym nie zamawiał trzeciej porcji.

Funfle z branży: Marteen Weidema – okularowy wariat i autor TEF Magazine oraz przeurocza autorka bloga MyglassesAndMe.

Podczas eventu, w odpowiedzi na mailowe zaproszenia, starałem się odwiedzić każdego z wystawców. Jeśli kogoś pominąłem – przepraszam.

Veni, vidi, vici – mogliby powiedzieć zwycięzcy Blogger Spectacle, którzy raptem niewiele ponad rok temu od powstania swojej marki wyjeżdżają z Opti z podniesioną głową i …mnóstwem zamówień.

Jak widzicie stoisko Look Add przyciągało nie tylko innowacyjnymi oprawkami.

Jak zwykle odjechane kształty od Lightbird. Według koncepcji i nawiązując do nazwy marki – okulary te rzeczywiście są „light”. Trzy najnowsze modele dla kobiet to Flower, Snake i Baobab. Nosiłybyście?

Przepis jest prosty – bierzemy stare oprawki, mielimy, dodajemy cudowny eliksir i powstaje coś takiego, co mam na nosie.

Kolejna wizyta u rodaków. Tym razem na stoisku marki Scorpion Eyewear – m.in. producenta opraw okularowych i okularów przeciwsłonecznych marki Tonny. Kilka sztuk powędrowało na moje nieskazitelne lico..i powiem, że odczucia – całkiem pozytywne. Od pewnego czasu obserwuję ich na krajowym rynku optycznym. To prężnie rozwijający się brand. Good job!

Statuetka od blogerów i odkrycie targów

Z racji profilu mojej działalności (m.in. prowadzenie salonu optycznego i pismakowanie na blogu) moje oczy przyciągały rzecz jasna głównie nowości i ciekawe propozycje od producentów opraw okularowych oraz okularów przeciwsłonecznych. Na Opti poświeciłem całą sobotę, która rozpoczęła się od wspomnianego wcześniej konkursu, gdzie przestrzeń i decyzyjność oddano okularowym influencerom (chcąc nie chcą to obecność Internetu kreuje modę i określony styl życia). Niemalże zgodnie wytypowaliśmy (kobieca intuicja nie zawiodła mnie i tym razem :)) triumfatora, który zgarnął Blogger Spectalce Award. Nagroda powędrowała do londyńskiej marki Covrt Project, będącej pomysłodawcą i wykonawcą ciekawej linii okularów przeciwsłonecznych z frezowanej stali oraz acetatu Mazzucchelli’ego. Jak dla mnie zwycięstwo w pełni zasłużone. Niebawem zaprezentuję Wam te produkty nieco bliżej.

 

Czarna skrzynka od Mad i Italy.

Leinz Eyewear – niemiecka marka, która dość ciekawie konstrukcyjnie połączyła elementy z drukarki 3D oraz acetatu.

Covrt Project – Blogger Spectacle Award.

Tym razem niszowo

Kolejny etap to zaplanowane wcześniej rozmowy, maraton po stoiskach Opti oraz dziesiątki rozmów z zajefajnymi ludźmi z branży. Tym razem nieco mniej uwagi poświęciłem zawsze tu obecnym znanym markom i dużym graczom, za to sfokusowałem się na ciekawych, niszowych, okularowych brandach. Uwielbiam okularowych pasjonatów i wizjonerów, zwariowane pomysły, które nie zdążyły jeszcze ujrzeć światła dziennego na pierwszych stronach modowych magazynów. Cieszy też, że coraz częściej można na takich eventach usłyszeć nasz słowiański język i zobaczyć polskich producentów.

Czas goni nieubłaganie i już za nieco ponad dwa miesiące kolejne, ciekawe wydarzenie optyczne w Mediolanie – Mido 2020. Tak więc nie pozostaje mi powiedzieć nić innego jak ci vediamo!

 

Moda i okulary lat 20-tych XX wieku?

Przyszło mi do głowy, że skoro już wjechaliśmy w dwudziestolecie, to warto byłoby prześledzić co optyka okularowa miała do zaoferowania w tychże latach, tyle że… wiek temu. Jak wyglądały okulary lat 20-tych? Czy słyszano wtedy o progresach, polaryzacji czy szkłach dwuogniskowych? Czy istniała w tym czasie polska firma produkująca soczewki korekcyjne? I w ogóle jak wyglądał sto lat temu kobiecy i męski dress code?


Znane kostiumowe ekranizacje

Patrząc nieco szerzej, a więc na modę znamienną dla stu lat wstecz założę się, że większość z Was dobrze kojarzy jej typowe znaki rozpoznawcze. Bo któż nie oglądał kostiumowych ekranizacji przenoszących nas w tamte czasy? „Wielkiego Gatsby’iego” – melodramatu o ówczesnej, nowojorskiej definicji turboimprezowania z nieszczęśliwą miłością w tle? Któż nie widział oscarowego dzieła i prawdziwej tanecznej historii  – „Chicago” czy katastroficzno – namiętnej adaptacji (chwilę przed drugą dekadą XX wieku) o statku, który zaliczył „czołówkę” z górą lodową? Pisząc ten artykuł sam odświeżam pamięć o tych czasach – to klikając w klawiaturę i patrząc na monitor, to zerkając na „Wielkiego Gatsby’iego”, którego zapodałem na Netfliksie. I choć mając z tyłu głowy ten sam okres w Polsce (odzyskanie niepodległości, pełne konfliktów politycznych dwudziestolecie międzywojenne, ale też i świeży sznyt w modzie), to jednak wolę przenieść się myślami za ocean. Tam „bankiety były większe, przedstawienia śmielsze, budynki wyższe, zasady swobodniejsze, a prohibicja dała odwrotny skutek obniżając cenę alkoholu”(cyt. „Wielki Gatsby”).

Kobieca moda lat 20- tych

W przypadku płci pięknej na pierwszym planie były zdobne kreacje z piórami, cekinami, opaskami i sznurami pereł. Za to make-up kreowała ciemna oprawa oczu z zajemocnymi, czerwonymi ustami wydmuchującymi dym, rzecz jasna z długiej, cienkiej cygaretki. Suknie bardzo często odsłaniały ramiona i plecy, aby w 1928 roku dojść do perwersyjnej długości, czyli przed granicę kolana. Pewnie dzisiejsze  legginsy byłyby dla tamtejszego społeczeństwa istną demoralizacją niczym wprowadzenie do polskiej współczesności pornosów w ofercie kulturalnej letnich kin po chmurką. „O czasy, o obyczaje!” – wykrzyczałby Cyceron. Emancypacja kobiet doskonale dała swój wyraz w casualu oraz w zgodzie z prekursorką modowego wyzwolenia kobiet – Coco Chanel. Mimo, że to ona powołała do życia słynną „małą czarną”(i nie chodzi tu o kawę), to przede wszystkim wprowadziła do damskiej stylizacji wygodę i sportowy charakter. Zdefiniowała przy tym modę na chłopczycę w zgodzie z ideą wolnej kobiety – tzw. Flapperki. „Niech żyje wolność i swoboda” – można by zanucić słowami kompozycji, równie wytwornej repertuarowo co Sylwester z Jedynką.

Fot. Alena Maltseva

Męski dress code wiek temu

Jak wyglądał dżentelmen sto lat temu? To facet w trzyczęściowym, ciemnym lub jasnym, a często w pionowe pasy garniaku lub idąc level wyżej – w gustownym fraku. To mężczyzna odziany w Oxford Bags (spodnie rozszerzone w nogawkach, często z podtrzymującymi je szelkami) kroczący w błyszczących oksfordach (eleganckie buty męskie o smukłej linii, dawniej w Polsce określane jako wiedenki). Zapiętą na ostatni guzik jasną koszulę wieńczy krawat w ukośne pasy lub mucha. To jegomość brylujący w kapeluszu lub cylindrze, w jasnym szaliku, podpierający się kunsztownie zdobioną laską. To gość lubiący dobre cygara i whisky. Jeśli jest typkiem spod ciemnej gwiazdy, szmuglującym ten szlachetny trunek, właściwym dodatkiem do stroju jest odpowiedni dla epoki model szotgana. W swobodniejszym stroju ówczesny facet czerpał inspiracje ze sportu, czego potwierdzeniem było zaprojektowanie kilka lat później przez Lacoste’a słynnej polówki z krokodylem.

Fot. Alena Maltseva

Okulary sprzed stu lat

Jak zatem tamtejszy styl retro objawiał się w optyce okularowej? Technicznie, to niewątpliwie czasy, w których obecne, okularowe rozwiązania były jeszcze w powijakach (debiut progresów to 1959 rok, fotochromów – koniec lat 70-tych, a powłoki antyrefleksyjnej – połowa lat 30-tych (za sprawą marki Zeiss, która upowszechniła to rozwiązanie w przemyśle wojskowym). Mimo tego pamiętajmy, że był to czas, w którym okulary były już dostępne dla mas i różnych grup społecznych (od robotniczych gogli po zdobione, arystokratyczne binokle). Przecież grubo ponad wiek wcześniej nauczono się określać wady refrakcji oraz sposób ich korygowania. Okulary dwuogniskowe wynalezione już w 1760 roku przez Benjamina Franklina również nie były w tym czasie żadnym novum. Zresztą tak samo jak soczewki cylindryczne czy opatentowane w 1752 roku okulary przeciwsłoneczne. Jako ciekawostka –lata 20-te to czasy, w których okulary można było wygodnie schować w coś, co przypominało etui dzięki systemowi składanych zauszników (wprowadzenie zawiasów). Pisząc o okularach przeciwsłonecznych nie sposób pominąć zasługi Edwina Landa – ojca marki Polaroid i polaryzacji, którą zastosował w okularach w 1929 roku (więcej o marce Polaroid możecie przeczytać w moich dwóch wpisach – art. nr 1, art. nr 2)

Kształty, materiały okularów z lat 20-tych

Wiek temu okularowa moda była „okrągła”– owalne kształty królowały zarówno w wersji korekcyjnej jak i przeciwsłonecznej. Materiałem pełniącym role soczewki było szkło (przyznam, że nie doszukałem się daty narodzin pierwszych soczewek organicznych, więc jeśli ktoś z Was odnalazł taką informację – śmiało napiszcie do mnie). Spośród opraw dominowały zarówno wynalezione już wcześniej binokle (inaczej cwikiery lub pince-nez, ze sprężystym uchwytem na nosie), jak i klasyczne konstrukcje z zausznikami spoczywającymi na uszach. Okulary częściej nosili mężczyźni, nie tylko z potrzeby korekcji, ale i jako atrybut mądrości i wysokiego statusu. W przeciwieństwie do kobiet, u których obecność okularów uznawano za mało atrakcyjne. Był to też czas kiedy do lamusa odchodziły pełniące zarówno rolę biżuterii jak i optycznego gadżetu ułatwiającego widzenie dali – damskie lorgnony. Materiałem dla mas był metal, a u zamożniejszych cenne kruszce w tym metale szlachetne, a nawet szylkret (skorupa żółwia). Trudno też w tamtejszej modzie doszukiwać się kolorowego umaszczenia opraw. Ich barwę określał gotowy materiał wykorzystany w produkcji.

Akcentując polską rolę w przemyśle oftalmicznym warto wspomnieć o przełomie lat 20-tych i 30-tych kiedy to w Katowicach, w zakładach Iwoka na szeroką skalę rozpoczęto produkcję soczewek okularowych. Firma ta była niejako protoplastą funkcjonującej do dziś (już nie z polskim kapitałem) marki JZO.

15 świątecznych pomysłów na prezent dla Niego

Wiem Gwiazdy, że są wśród Was wyrafinowane specjalistki od zarządzania, które w kwestii Świąt i prezentów dopięły już wszystko na ostatni guzik. Wiem też, że czytają to agentki, których organizacja choinkowych prezentów przypomina pożar w burdelu. Przyznajcie, że nie ogarniacie, obiecując sobie rokrocznie, że tym razem będzie gładko i szybko jak po dobrym czopku na zaparcia. E-a-s-y – nie ma się co spinać. Ja także bezapelacyjnie jestem w grupie planowania bez planowania, czyli spokojnie jak na wojnie.


Macie dobry tydzień zanim będziecie kłamać przy wigilijnym stole, jaki to teściówka ma talent do gotowania (tłustych jak cholera) świątecznych specjałów. Ale też tydzień, aby zbłąkany kurierski rydwan potajemnie dostarczył Wam prezent dla ukochanego. Jeśli zatem bijecie się jeszcze z myślami – co i za ile – podsyłam topową listę prezentów dla facetów, którą wybrał facet unikający podpowiedzi z odkrywczych, kobiecych magazynów.

Zanim poznacie moich 15 pomysłów na prezent dla faceta zdradzę Wam, że nie ma w niej okularów. Jak to możliwe? Tak to. Nie prezentujcie bliskim w ciemno okularowych niespodzianek. No chyba, że luby wielokrotnie przymierzał konkretne patrzałki dając Wam wyraźny akcept.

Wykrywacz metali

Jeśli Wasz Marian ma żyłkę eksploratora i ciągoty do odnajdywania ciekawych rzeczy i nie są to to tylko części brudnej bielizny gnijące pod kanapą, a grzybobranie traktuje poważnie niczym leśną misję z pierwszej części Rambo, to detektor metalu sprawdzi się na bank. Podstawowe urządzenia kupicie już za dwie, trzy stówki. Osobiście polecam doinwestować i nabyć sprzęt marki Garett. Sporo informacji na temat tego ciekawego hobby odnajdziecie na jutubku.

Bielizna…damska

Nie pomyliłem się drogie Panie. To gift, który kupując dla siebie zrobicie prezent dla niego. Zasada jest bardzo prosta – ilość materiału, z którego składa się komplet powinna być odwrotnie proporcjonalna do jego atrakcyjności. Czyli powierzchnia 3 (złożonych) chusteczek higienicznych załatwi sprawę. Przyznam Wam, że jeszcze nigdy nie zawiodłem się na marce Intimissimi. Już widzę rozdziawione jadaczki feministek żądających powieszenia za przyrodzenie pismaka – szowinisty. Wyluzujcie. To nie szowinizm, tylko męski, uroczy punkt widzenia. Miało być szczerze i po męsku – to jest. Zatem niech część zgorszonych Smerfetek pominie ten śródtytuł i delektuje się dalszą częścią wpisu.

Voucher na przejażdżkę sportowym autem

Jeśli Wasz facet jakimś cudem nie buja się po mieście McLarenem czy Bugatti – jest szansa żeby dać się chłopakowi wyszaleć na rumaku legitymującym się mocą kilkuset koni mechanicznych. To jeden z prezentów, który skonsumuje dość szybko (zresztą podobnie jak ten powyżej). Buzująca w żyłach adrenalina i smród spalonej gumy pozwoli zapamiętać świąteczny prezent na długo. Jeśli wpiszecie w necie „voucher na jazdę samochodem” z pewnością odnajdziecie jakąś ciekawą furę. Nie ma się co rozdrabniać – im więcej koniaczy w aucie, tym większa radocha. Aha – nie kierujcie się tutaj kolorem.

SodaStream

Sam mam – i powiem nawet, że dostałem od swojej panny, żeby woda sodowa… jak najczęściej uderzała mi do głowy. Zajefajne urządzenie do gazowania wody łączące ciekawy dizajn z alternatywą dla gównianych, niezdrowych i dosładzanych napojów z plastiku. W zestawie cylinder CO2 oraz praktyczna butelka, którą możecie zabierać ze sobą. Opcjonalnie sprzęt występuje z dodatkowym filtrem do wody. Cała bąbelkowa radość to wydatek w zależności od modelu i wyposażenia – od 300 do 500 zł.

Lot w tunelu aerodynamicznym

Jeśli nie jesteście pewne czy Wasz Stary jest ubezpieczony i za żadne skarby nie puścicie tego Skarba, aby wyskoczył ze spadochronem z samolotu, to mam dla Was fajną alternatywę – lot w aerotunelu. Już za mniej niż dwie stówki możecie pozwolić lubemu, żeby zwyczajnie odleciał bez ani grama środków odurzających przy wiaterku we włosach wiejącym powyżej 300km/h. Idąc dalej – dokładając do prezentu trochę grosza, niejednemu królowi przestworzy rozweseli się gęba na symulatorze np. Boeinga 737.

Lego Technics – Bugatti Chiron

Czy mężczyźni to dzieciuchy? Oczywiście! Własne Bugatti za niewiele ponad tysiąc dwieście złotówek, to prawie jak za darmo. Powiem, że mnie naprawdę się podoba. Ekskluzywna wyścigówka od Lego stworzona we współpracy z Bugatti Automobiles. Skala 1:8, 3599 elementów, 56 cm długości, dwa odcienie niebieskiego… i facet odpływa co najmniej na kilka świątecznych dni w trakcie których nie wolno włączać odkurzacza.

Urządzenie do Sous Vide

Skoro droga do serca kobiety biegnie przez żołądek, to dajcie sobie dziewczyny szansę obdarowując faceta urządzeniem, które sprawi, że niejedna kolacja w domu będzie smakować jak danie w luksusowej restauracji. To efekt tzw. długiego, niskotemperaturowego, próżniowego gotowania. Sprzęt do Sous Vide kupicie już za kilkaset złotych. Koniecznie doposażcie zestaw w odpowiednie naczynie oraz zgrzewarkę do folii. Osobiście polecam markę Anova. Smacznego!

Weekend we dwoje

I znowu – jak można robiąc prezent ukochanemu zrobić go też sobie? Pomysł prosty, ale kilka rzeczy należy odpowiednio dograć. Ja zaczynam od lotu. Zjawiskowych, weekendowych miejsc w Europie, do których dotrzecie w 2-3 godziny Rayaner’em – bez liku. Wybierz Panno tak jak czujesz. Mając odrobinę szczęścia posmakujecie innego świata w cenie trzech gwiazdek w letnim królestwie zapiekanki i kebaba – Władysławowie (nie mówiąc o różnicy temperatur). Kolejny krok – to hotel. 90% swoich wyjazdów rezerwuję na booking.com. Jeśli dla Twojego faceta wyjazd ma być pełnym zaskoczeniem (bidulek może mieć w tym czasie jakąś konferencję), wybierz na wszelki wypadek opcję z bezpłatnym odwołaniem pobytu. Krok trzeci – przezorny zawsze ubezpieczony, dlatego wykup Wam za parędziesiąt złotych ubezpieczenie. Have a nice trip!

Porfel + bilonierka

Kto powie, że hajs nie jest ważny? Dlatego należy zapewnić mu odpowiednie lokum połączone z komfortem użytkowania. Oczywiście ma to być wyrób z prawdziwej skóry, dobrze wykonany i nie wypychający kieszeni jak półlitrówka. Ciekawą propozycją jest Slim Daily Walett od Manufaktury Manumi. Warto skorzystać z opcji bilonierki. Niech podniesie rękę ten, kto zawsze wie gdzie ma drobne na parking.

Grill Teppanyaki

Moja kolejna kulinarna propozycja. Ta z kolei wkradła się do nas wprost z Japonii. Nie znającym tematu wyjaśnię o co biega. Kojarzycie może duży, żelazny blat do smażenia będący nieodzownym elementem live – cooking? Profesjonalne urządzenia gastronomiczne tego typu to wydatek kilkunastu koła, jednakże na potrzeby użytku domowego dostępne są wersje ucywilizowane. Jeden z marketów oferował ostatnio proste, elektryczne Teppanyaki na kwotę mniejszą niż 100 zł. Jeśli zatem Wasz facet czuje się w kuchni jak ryba w wodzie, postawcie na japanese style i zaciągnijcie go do garów.

Bilet na Stand-up

Czy można zostać obrażonym, a przy tym wspaniale się bawić? Jasne, że tak. Ostatnio drzwiami i oknami wdziera się ciekawy model rozrywki. Głodnym ciętego, pięknego, chamskiego humoru polecam iść we dwoje na stand-up i nie siadać w pierwszym rzędzie. Przy odrobinie dystansu do siebie będziecie się dobrze bawić. Dla tych o mocno spiętych majtkach bardziej polecałbym koncert, operę albo mecz piłkarski, choć tutaj ilość słów na „k” czy „ch” całkiem podobna jak na stand-upie. Mój top of the top – Pacześ.

Trambabula

Jeśli Wasz ukochany Misio załapał na jakiś czas stadionowy zakaz zlitujcie się nad nim. Skoro on nie może przyjść na stadion, niech stadion przyjdzie do niego. Tym bardziej jeżeli rozentuzjazmowana grupka kolegów – kibiców podczas każdego ważniejszego meczu zamienia Wasz dom w Camp Nou. Zakup tzw. „piłkarzyków” to będzie tylko czysta formalność. Nadająca się do gry trambambula to wydatek minimum 300 zł. Aby jednak po jakimś przegranym meczu nie zostały z niej wióry sugeruję wybrać mocniejszy sprzęt (za kilkakrotnie więcej monet).

Bilet na galę walk

Oglądanie Pudziana czy Mammeda w ringu na szklanym ekranie nigdy nie będzie wydzielało tyle testosteronu w Waszym facecie (oczywiście nie licząc reakcji na Wasz widok) jak walka na żywo. Gale z największym rozmachem w kraju, to oczywiście KSW. Bilety cirka od dwóch stówek, chyba, że chcecie polansować się przy ringu, wtedy trzeba zabulić tyle co za Sylwester w Mariocie. Kolejne KSW już w marcu.

Czytnik e-booków

To, że papierowe, pachnące książki nigdy nie znikną z naszych półek to raczej oczywiste. Są jednak rozwiązania, które starają się powoli wypierać tradycyjny sposób czytania. I powiem Wam, że elektroniczny papier ma kilka zalet: nie musicie pamiętać, aby na długie wakacje zabierać kilka tytułów oraz oszczędzacie pieniądz na zakup nowych. Przy wyborze urządzenia warto zwrócić uwagę na czas pracy baterii oraz wagę.

„W” jak whisky

Tak moje Panie – wiem, że nie pochwalacie, ale wierzcie mi na słowo, że dla niektórych facetów rytuał picia tego trunku jest większy niż celebrowanie przez Was picia zielonej herbaty. Ciekawym pomysłem może być sprezentowanie Waszemu mężczyźnie kryształowego zestawu do whisky (karafka + szklanki). Możecie dodać też coś od siebie i wymyślić fajny grawer na butli. Co Wy na to? Co do kupna samych trunków – koniecznie pamiętajcie o złotym podziale na szkocką lub bourbon. Zwykle im droższy i bardziej wiekowy trunek, tym większe Wasze uznanie w oczach mężczyzny.

Ciekawy jestem czy skorzystacie (a może już skorzystałyście) z wymienionych pomysłów na prezent? Niezależnie czy wybierzecie te czy inne, niech okażą się trafione nie musząc szukać drugiego życia na aukcjach Allegro. Co do Świąt – jedzcie moje drogie ile wlezie… i niech wszystko pójdzie w cycki.

Wesołych Świąt Drogie Czytelniczki!

Best Eyewear Photos 2019

Tak wiem – tytuł wpisu dość nonszalancki. Ale co tu tłumaczyć, kto czyta bloga, ten wie, że pokora, wycofanie i skromność to raczej not my cup of tea. I ja i mój fotograf przywiązujemy dużą uwagę do zdjęć wpadając czasem na dość niekonwencjonalne pomysły. Zresztą sami zobaczcie. Przed Wami jedne z najlepszych okularowych kadrów by Ghosteye uchwyconych w mijającym roku.


1. Na drugim końcu świata

Chwila, którą skradłem na Monkey Beach, nieopodal malezyjskiej wyspy Penang. Jedno z moich ulubionych, egzotycznych, okularowych ujęć. Dodam, że wykonane moimi własnymi, fotograficznie nieprofesjonalnymi rękoma na amatorskiej cyfrówce Olympusa. Na łupinie kokosa zapozowały lustrzane słońca od Pepe Jeans. Jedno z nielicznych zdjęć gdzie musiałem być czujny jak Tommy Lee Jones w „Ściganym”. Wszystko przez podstępne i sprytne małpiszony (nazwa wyspy nieprzypadkowa) będące w stanie porwać plecak w ułamku sekundy.

2. Eiffel Tower

Nocna zabawa z lampą stworzyła ciekawy efekt końcowy. Prawdopodobnie tak wygląda po dwóch promilach (znajdująca się w tle) wieża Eiffla. Spacer po stolicy Europy obrodził w sporą ilość niezłych fotografii, które z czasem będę zamieszczał na blogu. Na zdjęciu przekozacki okular przeciwsłoneczny z domu mody Givenchy, a więc marki której kolebką właśnie jest Paryż. Tym z Was, którzy chcieliby zobaczyć nieco więcej okularowych kadrów prosto z miasta mody zapraszam do artykułu na blogu.

3. Industrialnie i… kolorowo

A oto potwierdzenie tezy, że do dobrego foto nie potrzeba zbyt wiele. Wielobarwne, żeby nie powiedzieć oczojebne ujęcie przekornie wykonane zostało w Łodzi – mieście stroniącym raczej od kolorowych architektonicznie fajerwerków. Sie wie – za wyjątkiem Bastionu Jednorożców – kto z Łodzi ten czai o co chodzi. Mimo, że Łódź nie grzeszy zabytkowym rynkiem i pełne jest pofabrykanckich „ostoin” raczej nie brnąłbym opisem śladami Bogusia Lindy. Aż tak źle tutaj się nie dzieje. Łódź potrafi być naprawdę klimatyczna. Prezentowane tytułowe foto pretendowało do zgarnięcia głównej nagrody w konkursie organizowanym przez znaną, polską markę odzieżową. Niestety jej pijar i poprawność nie uniosły mojego, dość nonszalanckiego opisu pod fotografią. Trudno. Okulary by Dior.

4. Monachium

Jakaś 12 w nocy i monachijskie metro. Jedno z moich ulubionych zdjęć. Nie tylko ze względu na kadr, ale także na okulary, które stały się jednymi z kilku (no dobra – kilkunastu), które ubieram na co dzień. W miejscu sesji, jak się później okazało obowiązywał zakaz fotografowania, dlatego też nadgorliwemu konduktorowi wspólnie z fotografem przekazaliśmy znak pokoju i pocykaliśmy ile wlezie zanim zjawi się i zgarnie nas Wermacht. Okulary przeciwsłoneczne od Carrera.

5. Pociąg towarowy

No i kolejny pociąg, tyle że w nieco mniejszym od Monachium – Piotrkowie Trybunalskim. Tutaj przynajmniej nikt nie sapał, że robimy foty na peronie. Oto jedno z ujęć, gdzie określenie „pociąg towarowy” może budzić całkiem odmienne skojarzenia. Wszystko za sprawą Królewny Śnieżki (czy jak kto woli Ścieżki). Na zdjęciu lekko oversizowy model okularów marki Fendi.

6. „G” jak Givenchy

Kolejne ujęcie prosto ze stolicy multikulti – Paryża. Okazuje się, że ciekawe miejsca do nocnych foto-sesji wcale nie muszą wiązać się z topowymi dla tego miasta zabytkami. Neonowa reklama, na którą się natchnęliśmy szwendając się nieopodal Żelaznej Damy, dobry fotograf plus model z przydługim nosem i efekt jest taki jak na załączonym obrazku. Trochę trzeba było pokombinować, aby migający napis stworzył na okularowej soczewce odbicie litery „G”. Jak Ghosteye i okulary Givenchy, które mam na nosie.

7. Z-gad-nij co to

Zanim pokażę Wam foty, z których mogę nie wyjść w jednym kawałku (za chwilę focimy okulary w towarzystwie jakże, sympatycznego najprawdziwszego z prawdziwych krokodyla), tytułem wstępu prezentuję zdjęcie z jakże ciekawym osobnikiem, który mimochodem wcielił się w rolę broszki. Waranowi kolczastoogonowemu nie przypasił na początku zapach moich perfum. To nauczka, żeby przy następnej sesji rozsądnie zraszać ciało Bondem.

8. Cheers

Mimo pozornie egzotycznej scenerii zdjęcia ma bardzo patriotyczny wydźwięk. Ze mną się nie napijesz? Wierzcie lub nie – to sesja, którą trzaskaliśmy przy grubo ponad trzech dychach na termometrze, a wejście do wody było dla mnie równie kojące jak spożycie dobrego kebsa po ostrym melanżu. Dla ciekawostki powiem Wam, że to nie Galapagos czy inne Malediwy tylko jeden ze sztucznych zbiorników wodnych w kraju, zawdzięczający swoją barwę obecności węglanu wapnia. Jak już jesteśmy przy chemii to w towarzystwie C2H5OH i coli dumnie prezentują się słońca od Hugo Boss.

Łakocie i okulary

Dzisiaj jeden z tych dni, w którym mogę pozwolić sobie na wpis, oderwany nieco od okularowej rzeczywistości. Takie Mikołajkowe mydło i powidło. Żeby nie było i ja mam coś słodkiego dla Was. To dzięki jednej z warszawskich cukierni, których wyroby onegdaj przytachała moja żona. Przez jakiś czas nie tykałem ich myśląc, że to atrapy czy inne niejadalne ustrojstwa. Jednak od czasu kiedy doszło do mnie, że to obiekty spożywcze powiem Wam, że ja i mój żołądek bardzo je sobie cenimy. Gołym okiem widać, że Deseo to rezultat pasji i oczko w głowie właścicieli – autorów bloga kulinarno-podróżniczego Tasteaway. Także delektujcie się fotami, w których zapozowały równie pyszne jak wyglądające wyroby typu petit gateau w towarzystwie… okularów. Ja tymczasem zrobię krótki risercz bloga w kończącym się roku.


Lekki risercz 2019

Blog jak blog – trzeba pisać – a jak się nie lubi, to się bloga odpuszcza, choćby sesyjne foty były super, hiper zajebiste. Może niektórych rozczaruję, bo pisze, lubię, tyle że podobno wciąż za mało. Dlatego obiecuję poprawę – chyba. Tak żeby być czujnym jak łasica czy gronostaj i głodnym klawiatury od lapka jak młody wilk. Z drugiej strony obserwując ostatnio jednego wilka w reżim tiwi chyba już wolę być postrzelonym w łapę kundlem.

Główne założenie bloga miało być proste: stać się ogniwem łączącym fachową wiedzę branżową z przekazem zrozumiałym dla ludków, dla których jedyną rzeczą związaną z okularami jest fakt ich posiadania. Ghosteye stał się miejscem różnistych, okularowych tematów, często prześmiewczych, przepełnionych dla niektórych zbyt dosadnymi i porywczymi stwierdzeniami, które sprawiły, że nie każdy udźwignął ciężar gatunku. Tak jak ja „Dziady” w liceum. Może to i dobrze. Oczywiście nie przepraszam i przyrzekam, że teksty nadal takie będą.

Czasem przekaz musi być bezpośredni i pójść w pięty, żeby dać odpowiedni rezultat. Nawet jednoznacznie mówiąc, że okulary z apteki są do dupy. Nic dodać, nic ująć. Tak jest i tyle – jak amelinium, którego nie pomalujesz. Sporo napisanych treści znalazło także odzew w branży. Dziękuję też za polemikę niektórym optycznym wieszczom. Oczywiście mieliście racje. A przynajmniej taką, o której mawiał Piłsudski.

Tak czy siak ciekawy materiał wymaga trochę poświęceń. Od wejścia z wykrywaczem metalu na teren historyczny, chroniony przez konserwatora zabytków (spoko – tylko w celach zdjęciowych) poprzez przejeżdżanie okularów TIR-em po sesje zdjęciowe z gadami i pajęczakami. Składając Wam obietnice na przyszły rok, śmiało mogę stwierdzić, że pokłady zajebistości bloga są jeszcze bardzo głębokie.

Życzę Wam wszystkim w nadchodzącym roku takiego fanu z pracy jaki i ja mam.

La Matta i Kaos – stop nudnym okularom

la matta kolorowe oprawki

Jeśli daleko Wam do oprawek w stonowanych i pospolitych barwach, jeśli bardziej stawiacie na odważny look niż ten pt. wmieszałam/wmieszałem się w tłum, jeśli nie akceptujecie lub nie pasują do Was nudne jak flaki z olejem formy, to być może upodobacie sobie kolorowe, fluorescencyjne i z pewnością antydepresyjne okulary od La Matta i Kaos.

Continue reading

Topowa „czwórka” od Carrery

O marce Carrera w moich wpisach słyszycie nie po raz pierwszy. To jeden z tych okularowych brandów, którymi jaram się bez końca. Możecie powiedzieć, że to zwykły artykuł, w którym promuję markę i jej polskiego dystrybutora. Prawda. Jednakże poza sferą bloga i Social Media równie często zobaczycie je na moim nosie. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta  – uwielbiam je nosić – a zwłaszcza dwa modele, z którymi nie rozstaję się na co dzień. Ciekawi które? – zerknijcie poniżej.

Continue reading

Okulary z antysmogowym filtrem

Jak dobrze wiecie okularowy wątek przemycę wszędzie, nawet tam gdzie obecność patrzałek ma mniejsze znaczenie. Tak oto popełniłem wpis bardziej bliski nawoływaniom Green Peace’u niż okularowemu blogowi. W skrócie – razem z fotografem pokręciliśmy się, jak to się mówi „wokół komina”, w którym mieszkamy – przy czym słowo „komin” – jest tu o wiele bardziej wymowne niż Wam się wydaje. Mam nadzieję, że wybaczycie lekką wkrętkę w tytule. Oksów z antysmogowym filtrem raczej nie ma, a przynajmniej ja nic o tym nie wiem.

Continue reading

Givenchy Eyewear

Uwielbiam zagłębiać się w historie marek, które wykreowały światową modę stając się rozpoznawalnymi niemalże w każdym zakątku globu. Na przestrzeni dziesięcioleci kierunek projektowania i odzieżowego dizajnu wyznaczała wielokulturowa stolica świata – Paryż, a w nim symbol szykownych sukni, eleganckiej czerni, świetnych jakościowo dzianin, misternych koronek, haftów i falban – marka wielkiego twórcy Huberta de Givenchy.

Continue reading