Po niedawnym biograficzno–modowym wpisie o Polaroidzie nadeszła chwila na praktyczne zderzenie z rzeczywistością okularów przeciwsłonecznych dzieła E. Landa. Gdyby ktoś nie chwytał – sugeruję, aby nadrobić poprzedni tekst. Ponoć warto.

By Ghosteyeon 5 czerwca 2019

Ni z tego, ni z owego zapytałem znajomych z czym kojarzy im się marka Polaroid. Odpowiedzi były różne, niektóre nawet przezabawne. Sporo skojarzeń wiązała się z dawnym okresem komunii świętych (początek lat 90-tych) gdzie obok ogromnego podniecenia i zapachu pieniędzy w powietrzu wisiała nieodparta żądza otrzymania w prezencie Polaroida. Aparatu od zawsze kojarzonego z „błyskawiczną” fotografią, kosmicznym wyglądem, który manifestował swoją gotowość do pracy otwierając się jak pradawny transformers. To był prawdziwy lans. Komunijne quady, skutery i rowery – możecie pochować się po kątach. Polaroid stał się nie tylko wyznacznikiem superszybkiej, innowacyjnej fotografii. Markę bowiem kojarzyć można również z czymś innym. Zakomunikował mi to wprost jeden ze znajomych, traktując to, co mówi za tak oczywiste jak emocje na grzybobraniu: „chcesz dobrych okularów przeciwsłonecznych – kupujesz po prostu Polaroidy”.

By Ghosteyeon 24 kwietnia 2019