Okulary do zadań specjalnych

W większości moich okularowo-blogerskich tekstach dostarczam odpowiedzi na pytania dotyczące modowych trendów i nowości, gdzie (jak to samiec-wzrokowiec), z zainteresowaniem obserwuję i opisuję estetykę i piękno optycznego świata.

Bezpieczeństwo przez duże „B”

Dziś jest okazja, aby kwestię okularowej mody odłożyć na bok (co nie znaczy pominąć) i zająć się tym co fundamentalne, a więc zdrowiem i bezpieczeństwem. Bo jak inaczej przedstawić okulary, które wyróżniają się wyjątkową odpornością na uszkodzenia, perfekcyjną ochroną oczu i ultranowoczesną konstrukcją? Zatem, jak już widzicie mamy do czynienia, co nie omieszkałem wygłosić w tytule artykułu, z prawdziwymi okularami do zadań specjalnych, na widok których do krwiobiegu dostaje się potężny rzut adrenaliny.

„Widzę się w sporcie”

To fajne i budujące, że są w naszym kraju firmy z pomysłem i inicjatywą, które mówią głośno o trzech optycznych prawdach wiary: funkcjonalności okularów, zdrowiu i aktywności fizycznej. Tym bardziej jest mi miło, że jako Ghosteye mogę wtórować i kibicować kampanii „Widzę się w sporcie”. Sprawcą tego całego zamieszania jest Hayne, a w roli głównej mamy dwóch okularowych bohaterów spod herbu Progear oraz Sziols.

Aby nie głosić teorii spiskowych i domniemań opartych na wizualnej ocenie produktu przedstawionej w towarzystwie pięknych, pozowanych zdjęć, postanowiłem sprawdzić czy okulary te zwyczajnie dają radę. Z racji posiadania nie najgorszego ubezpieczenia zdrowotnego i sportowej „żyłki” od razu wziąłem się do roboty.

Okulary sportowe Progear vs rowerowe MTB

Na pierwszy ogień poszły amerykańskie okulary sportowe Progear w konfrontacji  z rowerowym MTB. Nie było kiedy Wam o tym opowiedzieć, ale niedawno (co prawda bardziej ze względów więzów krwi, niż wydolności a’la Szurkowski) zostałem przyjęty do amatorskiej grupy sportowej MTB –  Estile Racing Team. To kilkunastoosobowa grupa rowerowych zapaleńców, którzy od 2008 roku idą ramię w ramię z najlepszymi bike – maratończykami odnosząc sukcesy na ogólnopolskich imprezach. To kolejny dowód, że pasja, zapał, sportowa ambicja (i nie oszukujmy się – nie najgorszy rower) mogą przełożyć się na dobry wynik i pozwolić rywalizować na trasie z prawdziwymi „góralami”.

W sumie nie musiałem daleko szukać, bo poprosiłem swojego prywatnego brata – Dominika z Estile Racing Team o założenie wraz ze mną na głowę sportowych okularów Progear (z nadzieją ich popsucia) i wykonanie rowerowych skoków (bunny hops). I tu pojawił się mały problem, 🙂 ponieważ okulary oprócz stabilnego przylegania w części twarzowej i bocznej posiadają dodatkowo elastyczną, neoprenową taśmę, która stabilizuje je również w tylnej części głowy. Od razu podzielę się też moją sugestią wobec przyszłych użytkowników okularów Progear. Warto abyście przed rozpoczęciem sportowej aktywności poświęcili kilkadziesiąt sekund na dokładne ułożenie okularów i odpowiednie zapięcie taśmy. Dzięki temu przy jakiejkolwiek sportowej ekwilibrystyce będziecie mieć pewność, że okulary nie zmienią swojego położenia na Waszej głowie. To co zwróciło moją uwagę z punktu widzenia użyteczności sportowej, to również ochraniacze wewnętrzne (umieszczone w części skroniowej) oraz termoplastyczny (a przy tym antyalergiczny) nosek – ważne detale, które amortyzują energię uderzeń (skoków, upadków itp.). Jest jeszcze pozornie błaha, lecz w pewnych okolicznościach istotna cecha okularowej, neoprenowej taśmy, o której już wspominałem. Po zakończeniu wyścigu (z tętnem w okolicach 200), w którym wyprułeś z siebie flaki i zostawiłeś kawałek zdrowia na trasie, okulary zwyczajnie zakładasz na szyję lub zapinasz na kierownicy np. swojego Specialized (lub innego rumaka), dzięki czemu nie zostawiasz nie wiadomo gdzie wyścigowych fantów, o których przypominasz sobie 200 km od domu.

Zatem, jeśli miałbym jednym zdaniem podsumować wytrzymałość okularów Progear (oczywiście przy korekcji wzroku koniecznie zastosujcie w nich soczewki okularowe typu Trivex), to daje im pięć gwiazdek w rowerowym „teście zderzeniowym” Ghosteye.

Skating i okulary – całkiem fajne połączenie

A propos testów – przyszedł czas na kolejne okularowo-sportowe zmagania. Tym razem w scenerii skateparku. Przyznam Wam, że w wyborze otoczenia wygrał sentyment do czasów dzieciństwa, kiedy jako 10-latek podjąłem pierwsze próby z deskorolką. Nikt wtedy nie mówił o skateparkach (boisko do piłki nożnej przed blokiem to już był fenomen), jump rampie czy flipach. Wtedy radochę dawał kawałek gładkiego, wylanego przed blokiem asfaltu. Było w tym coś wesołego i spontanicznego w stylu – chodźcie zrobimy coś fajnego! I może dlatego sentyment pozostał.

Jakiś rok temu żona sprawiła mi niespodziankę w postaci porządnej trikowej „dechy”. Od tego momentu co jakiś czas można mnie spotkać na skateboardzie lub longboardzie. Taki skejter po reinkarnacji. 😊 Ale do rzeczy. Nikogo nie trzeba przekonywać, że sport o jakim piszę jest wybitnie kontuzjogenny, a skręcenia, złamania i upadki są na porządku dziennym. Jeśli zatem Wy bądź Wasze dzieci upodobaliście sobie jazdę na rolkach czy różnych odmianach „deski” to zadbajcie także o ochronę oczu. Ja zrobiłem to zakładając okulary sportowe marki Sziols. Według wskazań producenta to rozwiązanie dedykowane (oprócz oczywiście skatingu) m.in. do sportów takich jak squash, tenis oraz halowe i „outdoorowe” sporty zespołowe. To co zwróciło moją szczególną uwagę to bardzo wygodny trójpunktowy nosek, dokładnie i miękko przylegający do skóry oraz boczne kanały wentylacyjne chroniące soczewki przed zaparowaniem. Dlatego uwaga (!) – okulary o jakich piszę to rozwiązanie, nie dla tych, którzy podpierają ściany lub grzeją ławę podczas meczu.

Nie byłbym też sobą, gdybym nie zwrócił uwagi na ciekawy wizualny detal w okularach Sziols. Możesz je bowiem mieć w wybranych przez Ciebie kilku rodzajach carbon – „looku”, który podkreśla, że mamy do czynienia z naprawdę wytrzymałym i bezpiecznym produktem.

Wiek w sporcie to tylko liczba

Jeżdżąc na „desce”, rowerze i testując okulary Sziols i Progear starałem się sięgnąć pamięcią do różnych flipów (choć już gibkość nie ta sama) za czasów deskorolkowej młodości oraz rowerowych akrobacji (wtedy na moim ukochanym BMX ). Ach! To były czasy… Jedno jest pewne. Niezależnie z jakim sportem masz do czynienia (Ty bądź Twoje dziecko), ile lat masz na karku oraz bez względu na to jakie czasy pamięta Twój rower czy deskorolka, sportowe produkty spod znaku Progear i Sziols określam jako okularowy „must have”. I jeszcze jedno. Jako ojciec dwójki małych szkrabów nie wyobrażam sobie w sytuacji potrzeby mniejszej bądź większej korekcji okularowej u dziecka, braku takiego rozwiązania podczas zajęć sportowych.  Bo przecież dobrze widzieć się (Cię) w sporcie!

***

Artykuł powstał we współpracy z marką Hayne.

Author

Ghosteye