okulary z apteki

Uwaga na okulary z apteki!

Jeśli obserwujecie blog Ghosteye nietrudno Wam wywnioskować, że reprezentuję opozycję totalną wobec wszechobecnego okularowego badziewia coraz częściej zalewającego apteki czy popularne markety.


Jako konsumenci przywykliśmy do tego, że wyrób medyczny stojący na straży najważniejszego ludzkiego zmysłu jakim jest wzrok, czyli korekcyjne okulary, jesteśmy w stanie bezproblemowo nabyć przy okazji realizacji recepty na leki w aptece, kupna warzyw w Biedronce czy tankując auto na stacji. Niby fajna ta dostępność, jednak czy zakup okularów za dwie dychy to rozsądna decyzja? I nie chodzi o sam fakt wartości transakcji porównywalnej z kilogramem pietruszki, lecz o typowo zdrowotny wymiar nabywanego towaru.

Wątpliwa jakość oprawki

Zacznę od samej oprawki okularowej. Zwykle marnej jakości plastik pokroju chińskich zabawek z wiejskiego jarmarku. Materiał pęka często jak publiczność ze śmiechu na najlepszych stand-upach. Oprawy w większości nienaprawialne z użytymi do montażu (zamiast optycznych wkrętów), śrubami dostępnymi niczym w zestawie do mebli z Ikea. Oprawy trudno się modelują i często pękają przy próbach zmiany kształtu. Nie można w nich zamontować soczewek korekcyjnych. To taki niuans jakby kogokolwiek siła oszczędności i tupecik chciały poprowadzić do salonu optycznego tylko po to, by w plastikowym bublu zamontować „szkła” optyczne.

Jednorazówki albo zdrowie – wybór należy do Ciebie

Wbrew pozorom najgorszą rzeczą w aptecznych i marketowych gotowcach nie jest sama oprawka, lecz jej składowa część odpowiedzialna za widzenie, czyli coś na kształt soczewki korekcyjnej. Zresztą po zakupie takich patrzałek element odpowiedzialny przy okazji za bóle głowy i nudności. Ale o tym za chwilę. Soczewki okularowe w aptecznych patrzałkach (gdzie „soczewki okularowe” to tutaj określenie nad wyraz wątpliwe) lub przeciwsłonecznych bazarowo – marketowych cudach wykonane są najczęściej z akrylu – jednego z najgorszych włókien syntetycznych,  posiadających dwie niewątpliwe zalety – jest tani i jest tani. Poza tym, to materiał o niskiej transmisji światła, powodujący dość duże aberracje (zniekształcenia optyczne).

Okulary optyczne to personalizowany wyrób medyczny

Załóżmy jednak, że udało się Wam kupić, np. w aptece jednorazówki z materiału CR 39, czyli z najprostszego materiału używanego w optyce okularowej. Czy możecie czuć się cwańsi, bo przechytrzyliście salon optyczny, który próbował sprzedać Wam okulary za kilkaset złotych? Sorry, ale nie. Okulary korekcyjne są personalizowaną protezą optyczną, a nie wyrobem z taśmowej produkcji (z uśrednionymi wyliczeniami parametrów optycznych) przeznaczonym dla Pokemonów. Dlaczego takie okulary nie korygują prawidłowo wady? Po pierwsze ze względu na niewłaściwe moce soczewek. W przypadku okularowych gotowców mamy do czynienia wyłącznie z możliwością korekcji sferycznej, identycznej dla oka lewego i prawego, co nie jest wybitnie często spotykane u pacjentów.

A więc w przypadku różnej wady refrakcji dla oka prawego i lewego bądź posiadając wadę cylindryczną (astygmatyzm) nie możemy gotowymi okularami z apteki bądź marketu korygować naszego wzroku!

Po drugie istotnym parametrem określającym prawidłowe widzenie jest wyznaczenie w okularowej soczewce odległości źrenic (PD), która w przypadku gotowych wyrobów zawsze jest uśredniona obuocznie. Tymczasem asymetria położenia oka lewego i prawego to zjawisko powszechne, dlatego cudem będzie idealne dostosowanie odległości źrenic (a także ich wysokości), która zapewnia właściwy komfort widzenia.

Tym właśnie sposobem korzystając z owej wzrokowej niby-korekcji jesteśmy narażeni na szereg objawów zmierzających do pogorszenia i zaburzeń widzenia (jak np. do widzenia pozaplamkowego -widzenia obwodowego spowodowanego np. nieprawidłowo ustawionymi środkami optycznymi w soczewkach okularowych czy braku właściwej oceny wielkości i odległości oglądanego przedmiotu). Nierzadko towarzyszą temu bóle, zawroty głowy a nawet nudności.

Co mówi prawo?

Ktoś mógłby zapytać – dlaczego dopuszcza się je do sprzedaży? Sekret tkwi w drobnym druku zamieszczonym na okularowej metce, informującym, że zgodnie z prawem UE jesteście właścicielami okularów zastępczych, z których należy korzystać tylko w sytuacjach awaryjnych. Ktoś kiedykolwiek to czytał?

Kilka milionów sztuk optycznego szmelcu trafia do rąk Polaków

Tym sposobem drogą na skróty, często bez żadnej diagnozy (bo lekarz to konował, a optyk – łgarz i naciągacz) nadwyrężając swój domowy budżet na cirka dwudziestozłotowy wydatek możemy stać się właścicielami okularopodobnego wyrobu, który nawet przez chwilę nie leżał obok korekcyjnych okularów optycznych. I tak połechtani ceną, która czyni cuda mamy szansę znaleźć się w szacownym gronie kilku milionów idiotów (pewnie w części też zwyczajnie niedoinformowanych klientów), którzy rocznie (tylko w Polsce) stają się właścicielami tego dziadostwa.