Kiedy okulary, a kiedy soczewki?

Choć trudno mi to pojąć, ale stąpają po naszym świecie ludzkie stworzenia, które nie lubią, nie noszą bądź z różnych przyczyn nie tolerują okularów. Będąc zafiksowanym na punkcie patrzałek pismakiem mógłbym zapytać – jak żyć? – jednak dla niektórych okulary, w pewnych okolicznościach, po prostu nie są dobrym rozwiązaniem.

Nie trzeba być pomysłowym Dobromirem, aby wiedzieć, że potrzebną niekiedy alternatywą dla okularów korekcyjnych są soczewki kontaktowe. Mimo tego, że nie jestem zwolennikiem wkładania sobie palca do oka postaram się wyjaśnić Wam przyczyny/powody, dla których jakiś czas temu od społeczności okularowiczów oddzielił się klan soczewkowiczów. 😊

Choć już zaraz po wojnie możemy przeczytać o soczewkach zakrywających rogówkę, to za początek ery soczewek miękkich należy uznać 1971 rok. Od tego czasu kawałek hydrożelu przechodził setki liftingów, aby doprowadzić do stworzenia komfortowej soczewki kontaktowej naszych czasów.

Kiedy tworzę ten wpis jest szósta aj em na budziku, dlatego zanim zapytam o medycznych aspektach noszenia soczewek kontaktowych osobistego okulistę, powiem Wam najpierw o nieco innym podłożu takiego wyboru.

Nie lubię oksów!

Nie spodziewałem się, że klawiatura mojego lapka przyjmie ten wers powyżej. Ale cóż – są wśród nas oponenci okularów, dla których stanowisko wobec jednego z najcudowniejszych przedmiotów łączących medycynę i modę jest jednoznaczne. Nie lubię i już! Dlaczego? – tu przyczyn jest kilka.

  • Po pierwsze – „jest mi nieładnie i czuję się źle w tym czymś na nosie”. Co prawda reakcje dzieci na koleżankę w brylach rzeczywiście potrafią być upokarzające, jednak w przypadku dorosłych nieco trudniej jest mi to zrozumieć. Co ciekawe mogą to być zaszłe doświadczenia z czasów szkolnych, gdzie posiadanie okularów wiązało się z jakże popularnym dziś hejtem. Jako niepoprawny optymista wierzę, że napotkanie przez taką osobę świetnego specjalisty, który dopasuje oprawki, tak aby wywrócić antyokularową filozofię  – jest tylko kwestią czasu. To co rynek optyczny daje nam obecnie dla upiększenia i określenia w pożądany sposób swojego wizerunku – to istny kosmos!
  • Po drugie (lub jak kto woli – po drugie primo) – niechęć do okularów, może być wywołana nieco bardziej zasadnymi pobudkami. Bo kiedy w grę zaczyna wchodzić dyskomfort, nadwrażliwość czy alergie skórne na pewne materiały, to można by zrozumieć okularową opozycję. Ale nie brnijmy za daleko. Zdecydowana większość materiałów, z których wykonane są oprawki to materiały antyalergiczne i w pełni bezpieczne (no chyba, że zakupicie cuda na kiju ze straganu). Z punktu widzenia dyskomfortu noszenia czy odkształceń na nosie  – pamiętajcie, że kilka lat wstecz w optyce okularowej to już zamierzchłe czasy. Obecnie nietrudno o połączenie ultralekkości z pancerną odpornością. Jak to mówi jedna z książek – szukajcie a znajdziecie.

Racjonalniejsze powody

Co jednak kiedy za kryterium wyboru soczewek kontaktowych idą aspekty medyczne lub inne argumenty zdecydowanie odbiegające od „nie noszę okularów, bo mi nieładnie”? Wtedy nad zasadnością posiadania „tego czegoś” na rogówce trzeba by pochylić się nieco niżej.

Obecność dużej wady wzroku powoduje, że „szkła okularowe” mimo kilkukrotnego pocienienia nie będą wyglądały (a przy okazji ważyły) jak te na optycznej wystawie. I to praktyczno-estetyczny argument. Podobnie zresztą jak w sytuacji kiedy wada wzroku dotyczy jednego oka bądź różnica wady obu oczu sięga dobre kilka dioptrii, a utrzymanie poziomu oprawki będzie przypominać spacer po linie.

Kolejna rzecz (tutaj już niepodważalna) to wykorzystanie soczewek kontaktowych przy uszkodzeniach oka, ranach rogówki bądź w przypadku stożka rogówki. Obecność ich staje się wówczas wskazaniem medycznym.

Istnieją też mniej powszechne wskazania do stosowania soczewek kontaktowych. Jednym z nich mogą być ubytki tęczówki. Warto je (soczewki) wtedy przyodziać, aby nie wzbudzać konsternacji wobec drugiego człowieka, że niby dziwnie się na niego patrzymy. 😊 Rzadkość, ale fakt. Kolejne wyjątki to sytuacje, w których charakter wykonywanej pracy nie dopuszcza/uniemożliwia noszenie okularów. Jednym z klientów mojego salonu jest przesympatyczna Pani przedszkolanka z dużymi minusami. Widzimy się dość często za sprawą kilkuletnich terrorystów namiętnie niszczących jej kontakt ze światem. Rocznie jakieś kilka pięćset plusów wychodzi z jej kieszeni. Życie.

Trzymajcie się.