fotochromy szkła fotochromowe okulary

Fotochromy – warto czy nie?

Gdybyście zapytali pierwszego z brzegu przechodnia jakie zna rodzaje okularów, to pewnie padły by dwie odpowiedzi – korekcyjne (np. do czytania) i przeciwsłoneczne. Te pierwsze z „białymi szkłami” dla gorzej widzących i te drugie, o których roli nie muszę chyba mówić (a tych którzy chcieliby odrobić zaległości – kieruję tutaj – link). W życiu jednak nie wszystko jest białe lub czarne – zawsze jest też coś pomiędzy. Dzisiaj trochę Wam o tym opowiem.

Potrzeba matką wynalazków

W przypadku okularów tym czymś pomiędzy są tzw. fotochromy. Ich geneza przebiegała w iście męskim stylu. Jakiś czas temu (lata 60) przemysł oftalmiczny wpadł na pomysł, aby pogodzić możliwość korzystania przez osoby z wadą wzroku z jednych okularów korekcyjnych zarówno pijąc piwo na plaży (duże nasłonecznienie ) jak i w barze (brak słońca). Sorry Czytelniczki za ten męski pierwiastek, ale przyznacie, że jakoś łatwo to sobie wyobrazić. Przejdę jednak do rzeczy.

Zawarcie owego kompromisu okazało się możliwe dzięki wynalezieniu szkieł samozabarwiających się pod wpływem słońca. W skrócie proces ten oparty jest na zjawisku fizycznym, w którym udział biorą aktywne jony srebra i promieniowanie UV. W zależności od natężenia światła słonecznego taka soczewka okularowa zmienia swoje zabarwienie wprost proporcjonalnie do natężenia słońca.

Od czasu ich wynalezienia, „szkła” fotochromowe dość znacznie ewoluowały. Zaznaczyły w między czasie swoją obecność w PRL-u – mowa tu o niezapomnianych przydymionych patrzałkach gen. Jaruzelskiego. Ale drodzy Towarzysze – na szczęście obraz tamtejszych fotochromów wraz z obaleniem komunizmu odszedł do lamusa, a soczewek fotochromowych w obecnych czasach nie należy już kojarzyć z wizerunkiem starszych osób – przyznam, że  to częsty powód, który dystansuje ludzi od zakupu fotochromów. Niepotrzebnie.

fotochromy szkła fotochromowe okulary

Dlaczego coraz częściej sięgamy po fotochromy?

Obecnie fotochromy są szeroko wykorzystywane w optyce okularowej i śmiało stosowane przez młodszych i starszych okularników. Niekwestionowanym liderem w ich produkcji jest firma Transitions, która wciąż dopieszcza i unowocześnia swoje produkty. Dzięki temu, w pogoni za okularową modą możemy przebierać w szerokiej gamie barw soczewek, mając przy tym do dyspozycji pełen wachlarz uszlachetnień (od podstawowych „szkieł z tzw. antyrefleksem, po soczewki, które nie parują – o nich opowiem już „za chwilę”), nie zapominając o tzw. powłoce flash (soczewki-lustrzanki). „Szkła” fotochromowe występują też pod supermocną postacią soczewek Trivex – link.

Są doskonałym rozwiązaniem dla osób, chcących pogodzić tzw. okulary do chodzenia (do dali) z okularami przeciwsłonecznymi. To świetny wybór dla tych, którzy uprawiają sport na świeżym powietrzu czy kierują samochodem (jedna z odmian soczewek fotochromowych doskonale sprawdza się „za kółkiem”). Należy pamiętać także o osobach, u których rozwiązanie to ze względów medycznych (choroby oczu, nadwrażliwość na światło) będzie strzałem w dziesiątkę. W ich przypadku fotochromy będą istnym zbawieniem.

No dobra…przyczepmy się do czegoś…

Osobiście często proponuje swoim klientom rozważenie zakupu fotochromów argumentując to pozytywami, których naprawdę jest dużo. Nie byłbym też sobą, gdybym nie powiedział Wam o tak naprawdę jedynej niedogodności towarzyszącej noszeniu tego rodzaju okularów. Współczesna technologia, co prawda pozwoliła sobie poradzić z błyskawicznym (nawet kilkanaście sekund) zaciemnieniem szkieł fotochromowych, co obserwujemy podczas dużego nasłonecznienia. Niestety proces odwrotny nie przebiega już tak szybko. Tym samym będzie to uciążliwość dla osób, które z miejsca o dużej ekspozycji słońca wchodząc do pomieszczenia chcą uzyskać natychmiastowe (czy kilkusekundowe) odbarwienie soczewek. Nawet przy najnowocześniejszych fotochromach proces ten trwa zwykle kilka minut i uzależniony jest od kilku czynników (m.in. od temperatury powietrza i od grubości soczewki).