Rodzimy optyk kontra sieciowy salon

Rodzimy optyk kontra sieciowy salon

Od jakiegoś czasu chodził mi po głowie wpis, w którym posędziowałbym w optycznej rozgrywce pomiędzy rodzimymi sklepami optycznymi, a popularnymi salonami sieciowymi. Taka analiza wszelkich „za” i „przeciw” chłodnym okiem, bez uszczypliwości będąca próbą odpowiedzi na pytanie – czy będąc w okularowej potrzebie decyzję zakupową lepiej podjąć w dużej, znanej „sieciówce” czy może w mniejszej, rodzinnej firmie?

Podstawowe różnice

Czym jest dla mnie rodzimy salon optyczny? Lokalnym optykiem działającym w mniejszej/większej miejscowości, którego działalność opiera się zwykle na rodzinnym biznesie. Lokalizacja salonu sąsiadującego często z gabinetem okulistycznym to zazwyczaj centrum miasta, rzadziej duża galeria handlowa. Założyciel firmy to bardzo często osoba z wykształceniem optycznym.

Co określam mianem optyka sieciowego? W zdecydowanej większości to wielkopowierzchniowy salon, którego marka ma nierzadko w swoim dossier kilkadziesiąt, a nawet kilkaset placówek w kraju. Pierwszoplanową lokalizacją są dla niego galerie handlowe położone w miejscowościach liczących minimum kilkadziesiąt tysięcy mieszkańców. To korporacje, którymi administruje najczęściej zagraniczny zarząd.

Poniższy wpis jest moją subiektywną oceną i porównaniem, nie jest wpisem sponsorowanym ani nie powstał na zlecenie jakiejkolwiek marki powiązanej z optyką okularową. To tak na wszelki wypadek, gdyby komuś do głowy wpadła myśl, jak w przypadku poprzedniego artykułu pt. „Uwaga na okulary z apteki!”, że miałby to być wpis przez kogoś dotowany. Chociaż tamten akurat był sponsorowany…podświadomie przez myślących i praktykujących okularników. 🙂

Kto i co diagnozuje?

Zacznijmy od początku. A na początku jest diagnoza wzroku i to kto jej dokonuje. Pewnie wywołam w tym momencie lawinę , nie do końca laurkowych komentarzy. Trudno – lubię tematy tabu.

W przypadku rodzimych optyków częściej możemy liczyć na kompleksową obsługę, na którą składa się badanie okulistyczne (dzięki obecności lekarza okulisty), badanie na dobór okularów oraz to, co jest istotą takiego sklepu – sprzedaż okularów. Sieciowe salony zdecydowanie rzadziej zatrudniają lekarzy specjalistów, a jeśli już, to praca w takim miejscu jest dla nich najczęściej początkowym etapem rozwoju zawodowego. Helloł! Po sześciu latach studiów, jednym roku stażu oraz pięciu latach specjalizacji chcielibyście pracować dla sieciowego salonu czy rozwijać własną firmę? Mniejsza liczba lekarzy w „sieciówce” spowodowana jest też określonym modelem biznesowym, stawiającym przede wszystkim na sprawną diagnozę wady wzroku (która sprowadza się do zakupu okularów), a niekoniecznie na działalności powiązanej z praktyką lekarską. Nie neguję, nie przytakuję – po prostu tak jest. W przestrzeni tej doskonale wpisuje się zawód optometrysty (sam znam kilku świetnych specjalistów) wykrywającego i diagnozującego wady wzroku, a w przypadku obecności zmian chorobowych kierującego pacjenta do lekarza okulisty.

Chore oczy + słaby wzrok = …

Moje zdanie jest takie – jeśli obok posiadanej wady wzroku leczysz się okulistycznie idealnym rozwiązaniem dla Ciebie będzie połączenie zakupu okularów z kompleksową wizytą w rodzimym salonie, któremu bliżej do symbiozy z cenioną praktyką lekarską i lokalnie dobrze notowanym specjalistą diagnozującym, leczącym choroby oczu jak i korygującym wady wzroku. W tym samym miejscu zostajesz właścicielem nowych okularów. Innymi słowy przechodzisz całościową wizytę.

Oczywiście możesz okazać się superobrotny i pobiec z receptą od okulisty po patrzałki do galerii handlowej lub do innego rodzimego optyka. Błagam – tylko nie dołączaj do zidiociałej części społeczeństwa kupując okulary w aptece! Jestem też zdania, że realizacja okularowej recepty winna przebiegać w miejscu skąd sama pochodzi. Często pozwala to uniknąć sytuacji spornych np. w przypadku braku adaptacji Twojego wzroku do nowych „szkieł”. Realizacja recepty w innym miejscu, niż w tym, w którym diagnozowałeś swój wzrok może utrudnić Ci ewentualną, bezkosztową wymianę soczewek okularowych, za które wydałeś miliony monet.

Cena czyni cuda

Nie trzeba być wybitnym marketingowcem, żeby stwierdzić, że firma zamawiająca wielokrotnie więcej towaru jest w stanie wynegocjować u producenta lub dystrybutora lepsze warunki rabatowe. W rezultacie przekłada się to na wartość, którą płaci konsument. Tak jest w przypadku salonów sieciowych, które mogą zaproponować korzystną cenę soczewek okularowych bądź oprawek danej marki. Czy w takim razie mniejszy, rodzimy salon staje na straconej pozycji? Absolutnie nie. I to z kilku powodów.

Po pierwsze duże salony sieciowe zwykle kierunkują swoją sprzedaż na daną markę soczewek okularowych, co oznacza, że uzyskujemy atrakcyjną cenę produktu lecz z mocno ograniczonego portfolio. Mimo, że mniejsze, lokalne salony optyczne sugerują często sprzedaż danej marki „szkieł”, nic nie stoi na przeszkodzie abyś wybrał konkretny produkt spośród kilkunastu innych marek oftalmicznych. Właściciel mniejszego biznesu optycznego wbrew pozorom może zaproponować Ci większą różnorodność „szkieł” okularowych.

Po drugie: oprawki okularowe i okulary przeciwsłoneczne. W tej kwestii co niektórzy mogliby uznać porównanie małego optyka i dużej „sieciówki” za pojedynek Dawida z Goliatem. Przechadzając się po galerii handlowej rzeczywiście może dać się odczuć, że duży może więcej, a precyzyjniej –  ma więcej. Opraw okularowych. I często tak jest. Trzeba przyznać, że większość salonów sieciowych jest naprawdę dobrze zatowarowana. I znowu nasuwa się pytanie – czy lokalny, rodzimy optyk jest w tej sytuacji bezradny jak partia rządząca na premierze „Polityki” Patryka Vegi? Niekoniecznie. Lokalni, rodzimi optycy mimo posiadania zwykle mniejszej liczby produktów w sklepie nie są ograniczeni ofertą marek dyktowaną przez korporacje. Oznacza to, że w przypadku klienta pragnącego zamówić w salonie należącym do dużej sieci oprawkę marki „X”, której logo tam nie występuje, to zwyczajnie jej nie zamówi. Inaczej sprawa wygląda w rodzimej firmie, gdzie obsługa klienta dopuszcza indywidualne, okularowe zachcianki klientów. Salon w to co chce towaruje właściciel i jego personel. Bez pressingu korporacji na zakup danej marki opraw. I dobrze.

W dużych, popularnych, optycznych salonach sieciowych bez problemu otrzymasz oprawki okularowe i okulary przeciwsłoneczne popularnych marek z dobrą, wyśrubowaną ceną. Gorzej, jeśli liczysz na mniej opatrzone, często handmade’owe okularowe brandy, które znacznie częściej (a nawet wyłącznie) spotkasz w mniejszych salonach optycznych.

Polski biznes?

Miałem tego nie pisać. Ale pal licho! Dlaczego nie mógłbym przemycić w tym wpisie wątku patriotycznego? A obywatelskiej lojalności zwyczajnie bliżej jest do zakupu okularów w rodzimej, czasem pokoleniowej, polskiej firmie niż w dużej korpo. Pozwoliłem sobie zerknąć na skład zarządów największych optycznych marek sieciowych w kraju. Polskich nazwisk – mniej niż zagranicznych. A ja chyba wolę żeby kasa pozostawała „u nas”. Także ten…

Najważniejszy jest pacjent!

Jest jeszcze jedna kwestia, która szczególnie leży mi na sercu. To jakość obsługi klienta. Mamy okoliczności, w których prawo dopuszcza do prowadzenia salonu optycznego przez osoby totalnie nie w temacie (czytaj – bez jakiegokolwiek wykształcenia kierunkowego) chcące wszamać kawałek tortu z optycznego biznesu. Stąd wyrastanie jak grzybów po deszczu coraz to nowych optycznych sklepów, sieci i dalszy rozwój obecnych biznesów. Absolutnie nie mam nic przeciwko zdrowej, zgodnej z literą prawa konkurencji. Pod warunkiem, że nie cierpi z tego powodu klient podejmowany nieprecyzyjną diagnozą i godną politowania obsługą sprzedażową.

Domyślacie się pewnie jakie miejsce preferowałbym na zakup okularów. Nie bierzcie sobie zanadto do serca mojej oceny. Osobiście jestem zwolennikiem większej przestrzeni zakupowej, i to nie tej powiązanej z ogromnym metrażem sklepu, lecz tej klimatycznej, z niepospolicie spotykanymi oprawkami i pełnym wyborem jaki daje nam rynek oftalmiczny w kraju. Bez parcia na daną markę opraw i okularowych „szkieł”. Ale może tylko ja tak mam.

Pozdrawiam
Ghosteye