Kirk & Kirk – pasję się dziedziczy?

Nie mogę zaprzeczyć, że ekscytuję się ludźmi, którzy z jakichś powodów zapisują się w historii przecudownej branży jaką jest dla mnie optyka okularowa. Odkrywać pasjonatów, studiować dzieje wybitnych marek oraz poznawać także te niszowe i wschodzące. Dystansować się od nudnego jak flaki z olejem podręcznikowego, surowego przekazu. Oto główne idee mojego bloga.


Historia trochę jak z filmu

Posiłkując się jednym z najbardziej nieznośnych czasowników wśród polonistów – popełniłem już nawet kilka wpisów o wynalazcach czy inspirujących ikonach stylu. Edwin Land, Hubert de Givenchy, Hans Stepper, Guccio Gucci – nazbierało się tego podczas kilkunastomiesięcznego bajdurzenia na ghosteye.pl. Dzisiaj będę dla Was okularowym pacjentem zero. Postaram się zainfekować maksymalną liczbę czytelników. Historią, marzeniami, tradycją i brakiem ograniczeń. To z czym bez wątpienia powiązać można okulary londyńskiej marki Kirk & Kirk. Jak nie być głośnym, modowym brandem, a jednak od czasu do czasu brylować na nosach gwiazd przechadzających się po czerwonym dywanie? Jak nie oglądać się na okularowe trendy, nie uznawać kompromisów i być zawsze wiernym własnemu stylowi?

Przepis na to z pewnością znają Karen i Jason Kirk – kontynuatorzy ponad stuletniego, okularowego rzemiosła Kirk Brothers. Nie mam zielonego pojęcia w jaki sposób, ale to właśnie oni – zwariowani bracia Percy i Sydney w 1919 roku powołali do życia starą maszynę do szycia, która wraz z obcinaczem do soczewek dała początek pierwszej, prowizorycznej linii produkcyjnej. Stworzyli przy tym idealny, biznesowy dream team. Percy – urodzony sprzedawca i pijarowiec, Sydney – rzemieślnik i artystyczna dusza. Konsekwencja i pewnego rodzaju misja zaprowadziła duet braci Kirk m.in. do Indianapolis, Montrealu czy Johannesburga, gdzie otworzyli swoje fabryki okularów. W trosce o najlepszej jakości soczewki podróżowali do Brazylii pozyskując z tamtejszych plaż jeden z najlepszych kwarców. I to wszystko w czasach bez Ryanair’a, superszybkich pociągów czy autostrad.

Ciekawostki z czasów Kirk Brothers

Jako entuzjasta motoryzacji, spalonej gumy i smrodu benzyny nie mógłbym pominąć jeszcze jednej kwestii. Niejaki Sir Malcolm Cambell – brytyjski kierowca wyścigowy, ustanowił jeden ze swoich rekordów prędkości na wodzie w goglach ze szkłami Motex – produkcji właśnie braci Kirków. Ciekawostką, która może zainteresować szczególnie ludzi z branży optycznej było wprowadzenie przez londyńskich zapaleńców, jak to sami nazwali – Fecifit („a perfect non-pressure spectacle”) – regulowany mostek w oprawkach okularowych. Tym sposobem w podobnym modelu oprawek mógł przechadzać się bokser po przejściach i filigranowa kobietka.

Karen i Jason Kirk

Obecny spadkobierca sukcesu Kirk Brothers – Jason wraz ze swoją żoną Karen kontynuuje rodzinną tradycję optyczną swojego dziadka, wujka, ale także ojca Neville’a. Małżeństwo podobnie jak słynni Kirks Brothers wydają się być nieźle zgranym teamem. Wystarczy spojrzeć na produkty nowej starej marki – Kirk & Kirk, którą współtworzą. Okulary te nie sposób pomylić z jakimkolwiek innym brandem. Solidna konstrukcja, odważny dizajn, kolory oraz najlepszej jakości akryl. Oprawy Kirk’a to brytyjskie dzieła sztuki, ręcznie wykonywane we Francji z wykorzystaniem w produkcji niezniszczalnych, niemieckich zawiasów. Z często odważnymi, ale zawsze skrupulatnie dobranymi i przemyślanymi umaszczeniami, będącymi w zgodzie z przekazem danej kolekcji (Kaleidoscope, Cantena, Matte, Spectrum). To okulary o niebanalnej formie odzwierciedlającej artystyczną duszę Karen Kirk. Produkty Kirk & Kirk dostępne są także w wersjach przeciwsłonecznych z soczewkami marki Zeiss.

Do zobaczenia już wkrótce!

Jakiś czas temu miałem możliwość poznać Jasona. Gość jak cholera spójny z marką, którą tworzy – uśmiechnięty, otwarty, pomysłowy, życzliwy. Artykuł, który miałem przyjemność napisać powstał w dość niesprzyjającym okresie w związku z sytuacją epidemiologiczną na świecie. Pomimo tego, że relacje biznesowe oraz udział w branżowych eventach kuleją jak nigdy, wierzę, że Ci z Was, którzy nie znają jeszcze londyńskiej marki będą mieli wkrótce możliwość poznać ją bliżej. A może nawet uścisnąć ręce jednych z najbardziej kreatywnych ludzi z branży optycznej na Wyspach.

Też Was ściskam
Ghosteye